Nr 6/2020 Zawód projektant
6 Czemu i komu służy wyobraźnia

Nr 6/2020 Zawód projektant

Biblioteka
  1. Wstęp

  2. Zawód dizajner – od plastyka do product managera

  3. Odmienne stany świadomości. Czy można połączyć projektowanie w realiach rynkowych z myśleniem akademickim?

  4. Wespół w zespół

  5. Polski projektant komunikacji wizualnej wczoraj i dziś

  6. Projektowanie produktów z praktycznego punktu widzenia

  7. Czemu i komu służy wyobraźnia


6 Czemu i komu służy wyobraźnia

Rozwiązanie jakiegokolwiek problemu techniczno-gospodarczego nie może być celem samoistnym – oderwanym od kontekstu społeczno-etycznego. To odniesienie jest niezbędne, aby w rozwiązywanie wielkich problemów techniczno-gospodarczych wprzęgnięta została energia społeczna.

Współczesny kapitalizm rynkowy jest strukturą napędzaną przez trzy procesy: globalizację, finansjalizację i cyfryzację. To potężne siły, których powstrzymać – jak się zdaje – nie można. Wpychają one gospodarkę rynkową w koleinę nieograniczonej i niepohamowanej konsumpcji. Pragnienie konsumowania góruje przemożnie nad potrzebą wytwarzania. A tym samym pragnienie użycia nad potrzebą sensu i samorozwoju.

Wraz z postępem cyfryzacji konsumpcja częściowo się dematerializuje. Przenosi się ze świata realnego do wirtualnego. Dotyczy to także wytwarzania i obrotu. Dematerializuje się pieniądz i konsumowane wytwory (towarousługi). I, jak podkreśla Marcin Napiórkowski, podstawowym budulcem życia społecznego, przestrzeni publicznej (rozumianej jako społeczna przestrzeń, w której żyjemy) stały się marki1. Ich funkcją jest między innymi redukcja złożoności tej przestrzeni2.

Marki i związane z nimi towarousługi (wytwory) umożliwiają jednostkom nawigowanie w coraz bardziej skomplikowanej przestrzeni społecznej. Pozornie pomagają jednostkom poruszać się w dematerializującym się świecie, odnajdować w nim ścieżki. Tyle że jednostki coraz słabiej dostrzegają, że ten świat staje się labiryntem, w którym ścieżek jest coraz więcej, a wyjść coraz mniej. Wydaje im się, że poruszając się w nim (dzięki kolejnym bardziej skomplikowanym i coraz mniej zrozumiałym aplikacjom), lepiej poznają ten świat i jego ścieżki, przemierzając je, sprawniej po nim nawigują. Ale faktycznie stają się coraz bardziej bezwolne, nieświadome i w rosnącym zakresie sterowane przez uprzedmiatawiający je matrix.

Poruszają się, ale w ograniczonej przestrzeni i narzuconym schemacie. Ich ruch odbywa się po wyznaczonej im trajektorii. Są planetoidami w kosmosie. To daje im poczucie bezpieczeństwa. Pozwala przezwyciężać strach związany z niepewnością. Ale pozbawia zdolności wyboru i podmiotowej woli.

Tak działające jednostki nie zauważyły tego, że dematerializacja prowadzi do odosobnienia. Również dlatego, że sprzyja konsumpcji, a odciąga od wytwarzania. A tylko wytwarzanie warunków swojej egzystencji usamodzielnia. Bez takiego wytwarzania człowiek ma przyzwyczajenia, trzyma się ich, może je modyfikować, może przestawiać otaczające go klocki, ale nie jest w stanie zyskać rozwojowego doświadczenia. Nie można bowiem go zdobyć w odosobnieniu. Do tego potrzebne jest twórcze współdziałanie z innymi, aktywne uczestnictwo w społecznej przestrzeni wytwarzania sensu i warunków egzystencji, czyli wytwarzania wartości egzystencjalnych.

Odosobnienie jest pojedynczością, oznacza bycie singlem. I nie należy mylić go z indywidualnością. Ta bowiem jest wyrazem osobowego bytu, swoistością. Indywidualność jest odrębnością, bez której nie można stawać się sobą, upodmiotowić. Odosobnienie jest stanem, indywidualność (osobowość) stawaniem się. Odosobnienie nie wyklucza ruchu, ale to ruch w przestrzeni zamkniętej – od ściany do ściany lub w kółko. Ruch osoby (osobowości) jest rozwojem, przemianą dokonującą się w otwartej przestrzeni społecznej.

Aby przestrzeń społeczna była otwarta, a dokładnie taką się stawała, musi być czasoprzestrzenią. Zrozumienie znaczenia wymiaru czasu jest kluczowe. Otwarcie społecznej czasoprzestrzeni oznacza wyjście poza „tu i teraz”. Nie jest to wyjście z labiryntu. Polega na usunięcie jego ścian i otwarciu wielu nowych możliwości działania.

Można powiedzieć, że w konsekwencji rośnie niepewność. To prawda. Pytanie tylko, czy w życiu społecznym możliwa jest pewność, czy ona miałaby być celem i – ewentualnie – o jak rozumianą pewność miałoby chodzić.

Pewność możemy odnosić do życia jednostki. Wtedy na ogół rozumiemy ją jako bezpieczeństwo, czyli w istocie zabezpieczenie przed różnego rodzaju zagrożeniami. Takie zabezpieczenie ma zapewnić jednostce jakaś władza, której ta jednostka jest gotowa się podporządkować. Jednostka godzi się na rezygnację – w jakimś zakresie – ze swej wolności i swobody działania oraz przystaje na związane z tym ograniczenie (zamknięcie, ujednorodnienie) społecznej czasoprzestrzeni, zyskując w zamian zapewnienie bezpieczeństwa. Co nie znaczy, że takie rozwiązanie eliminuje wszelkie zagrożenia i prowadzi do stabilizacji warunków życiowych. Poruszając się wyznaczonymi i utartymi ścieżkami, jednostka radzi sobie ze złożonością świata społecznego i jego niepewnością, co daje jej poczucie bezpieczeństwa.

Alternatywą jest taki świat, w którym jednostka jest indywidualnością – osobą, personą. I wspólnie z innymi osobami, w relacji z nimi i w relacji do nich aktywnie współtworzy swój świat społeczny. Nie jest on jej tylko zadany i dany, ale jest w swych istotnych składowych współwytwarzany. Celem nie jest w tym przypadku jednostkowe bezpieczeństwo i życiowa stabilizacja, ale kreowanie takiego ładu społecznego, który zapewnia warunki osobowego i wspólnotowego rozwoju. Takiego ładu, który nie prowadzi do uprzedmiotowienia i „odosobowienia” jednostki, ale do jej uosobienia i upodmiotowienia. Takiego, w którym to, co indywidualne i wspólnotowe się nie wyklucza, a przeciwnie – uzupełnia i wzmacnia.

Ta druga – alternatywna wizja świata społecznego jest możliwa tylko wtedy, kiedy społeczna czasoprzestrzeń jest otwierana. Kiedy pojawiają się w niej różne perspektywy poznawcze i punkty widzenia. Także wtedy, kiedy zagrożenia stają się wyzwaniami, którym trzeba sprostać. Tym samym nie idzie tylko o to, aby się zabezpieczyć, odciąć i odizolować, w naiwnym przekonaniu, że to możliwe, ale aby się przemienić. A w konsekwencji usunąć ugruntowane społecznie przyczyny zagrożeń (vide nadmierna – nielicząca się ze środowiskowymi następstwami – konsumpcja) i rozwinąć nowe możliwości działania. Taka przemiana jest społeczną zmianą, przeobrażeniem relacji społecznych. Jest ona jednocześnie wyrazem przyjęcia indywidualno-wspólnotowej współodpowiedzialności. A dopiero to stwarza społeczne odniesienie do etyczności. Nie ma prawdziwej etyczności w zamkniętej społecznej czasoprzestrzeni, bo nie ma w niej indywidualnego i osobowego odniesienia do moralności. Moralność staje się w niej zestawem formułek i frazesów.

Składową obu wizji świata społecznego jest wyobraźnia. W pierwszej wyobraźnia jednostek jest zdalnie sterowana. Chodzi o wywoływanie ich konsumpcyjnych pragnień. Postępująca dematerializacja świata społecznego rodzi problem dalszego pobudzania popytu konsumpcyjnego w odniesieniu do tych, których potrzeby materialne są zasadniczo zaspokojone. Taką możliwość daje współczesny marketing, polegający na sterowaniu wyobrażeniami (np. poprzez popkulturę) i rozbudzaniu pragnień, nigdy niezaspokojonego pożądania3. Oderwanie pragnienia od potrzeby i przekształcenie go w pożądanie, to funkcja sterującego wyobraźnią marketingu. Może on skutecznie tę funkcję wypełniać, jeśli jednostki pozostają w zamkniętej czasoprzestrzeni. Kiedy jednostka lękliwie zamyka się w sobie, we własnym odosobnionym „ja”4.

Wirtualne odosobnienie, pojedynczość temu szczególnie sprzyjają. Ponieważ mimo odnoszenia się do innych jednostek (molekuł, monad) i wynikającej z tego interaktywności, pojedyncza jednostka kontaktuje się z awatarami, a nie z osobami. Jej świat społeczny jest zaludniony, ale zaludnia go masa innych odosobnionych jednostek. Są jej potrzebni, aby powiększyć jej oglądalność i rozpoznawalność – wirtualną wyjątkowość. W tym świecie życie społeczne istnieje, ale bez wspólnoty.

Wyobraźnia porusza także świat otwartej społecznej czasoprzestrzeni. Jest niezbędna, aby ją nieustannie otwierać. W tym przypadku wyobraźnia bazuje na potrzebach i doświadczeniach osobowych jednostek-indywidualności: z nich wynika. Pragnienia mogą być odrealnione, potrzeby i doświadczenia nie – one są realne. Świat wirtualny jest światem tego, co miałoby być, świat realny tego, co się dzieje. Doświadczenie osoby wyrasta z jej własnego życia, z wydarzeń, które stają się przeżyciem, kiedy zostaną refleksyjnie pogłębione, zinterpretowane i mentalnie przepracowane, a przez to osobowościowo utrwalone5.

Refleksyjne pogłębienie własnej realności wymaga jednak odniesienia do innych. To nie może być odniesienie do masy, ale odniesienie osobowe, polegające na empatii i przyjęciu spojrzenia innej osoby (innego) i popatrzeniu na siebie poprzez nią. Nawet jeśli z innym, z drugą osobą nie mamy fizycznego kontaktu, to nie jest ona przezroczysta: istnieje jako coś odrębnego i bliskiego zarazem. W rezultacie dokonuje się zespolenie odrębności i wyłania się w społecznej przestrzeni nowa jakość. I na tym właśnie zasadza się rola wyobraźni w otwartej społecznie czasoprzestrzeni, że staje się ona przestrzenią wspólnie wyobrażoną. A to prowadzi do jej urealnienia, bowiem rodzą się w niej nowe perspektywy poznawcze i relacje społeczne, a tym samym nowe możliwości i sposoby działania. Świat społeczny się staje, nie zastyga.

Świat pojedynczych jednostek jest światem społecznej pustki, którą wypełniają rynek i konsumpcja6. To świat powszechnie sprywatyzowanego życia, świat odwspólnotowiony. To kwintesencja i finał neoliberalnej rewolucji: nie ma już nie tylko społeczeństwa, ale nawet rodziny. Pozostają odosobnione jednostki.

Dochodzimy do tej skrajności między innymi przez finansjalizację gospodarki, która oznacza oderwanie pieniądza od jego materialnej bazy, od ludzkich wytworów, oraz przez cyfryzację, która przyspiesza dematerializację tych wytworów. W konsekwencji pieniądz, a w ślad za tym podatki (wystarczy sobie przypomnieć jak trudno opodatkować obroty i zyski Google’a czy Facebooka), przestaje być mechanizmem integracji społecznej7.

Bezkrytyczni zwolennicy gospodarki cyfrowej starają się przekonywać, że za jej sprawą nasz świat będzie lepszy i bezpieczniejszy. Między innymi dlatego, że nie będziemy dzięki cyfryzacji i wirtualizacji niszczyć jak dotąd swojego naturalnego środowiska. A przecież jest dokładnie odwrotnie. Cyfryzacja gospodarki i naszego życia prowadzi do wzrostu zapotrzebowania na różne formy energii, której jakiekolwiek nośniki są pozyskiwane ze środowiska naturalnego, z materii. Dematerializacja wytworów pogłębia problem, także dlatego, że pobudza nadmierną konsumpcję.

Nadmiernego zużycia energii materialnej w relacji do ograniczeń środowiska naturalnego nie da się powstrzymać przez szukanie jej dodatkowych nośników (co nie znaczy, że należy z tego rezygnować). W dłuższej perspektywie jedyne możliwe rozwiązanie polega na takim projektowaniu wytworów i systemów, w którym ogólna energooszczędność stanie się podstawowym odniesieniem (kryterium). To w praktyce oznacza, że energię materialną powinna zastępować energia społeczna, rozumiana jako energia ludzkiej wyobraźni, kreatywności, komunikacji, aktywności i odpowiedzialności. Potencjalnie takiej energii nigdy nie zabraknie, jeśli jej bazą uczynimy spójność społeczną. Zaś jej fundamentem musi być nowy system kształtowania kompetencji, wyłaniający się (wyrastający) z reinstytucjonalizacji systemu edukacji8.

Reinstytucjonalizacja szeroko rozumianego systemu edukacji, w którym na nowo pomyślana szkoła, a także na nowo pomyślany uniwersytet, są ogniwami większej całości, obejmującej także uczenie się dorosłych, musi odejść od wyobrażenia o kształceniu amorficznych mas na rzecz zbudowania imaginarium świadomego budowania więzi społecznych, imaginarium nieustannego poszukiwania równowagi między współczesnym indywidualizmem i równie współczesną potrzebą wspólnotowości.

Transmisyjny model przekazywania wiedzy w dzisiejszym otoczeniu cywilizacji samouczących się maszyn skazuje znaczną część absolwentów formalnych systemów edukacji na los „ludzi zbędnych”. Ich zasób możliwości działania nie będzie w stanie konkurować z samouczącą się maszyną. Przejście do modelu relacyjnego jest potrzebne po to, by mocniej wydobyć to, w czym człowiek ma szansę być lepszy od maszyny. Integralność i równowaga różnego rodzaju kompetencji, twardych i miękkich, zawodowych i społecznych, związanych z niezbędną dozą rutyny i nastawionych na twórcze działania, wreszcie też ich niezbywalna składowa aksjologiczna (etyczna), wymagają uczenia się w relacjach z innymi, doświadczania różnych horyzontów poznawczych i umiejętności ich uzgadniania. Otwarte rozumienie kompetencji pozwala na kojarzenie wiedzy z doświadczeniem. Dopiero wiedza poparta doświadczeniem buduje mądrość. Edukacja ma na celu prowadzenie do takiego właśnie doświadczania świata. Ma przygotowywać do radzenia sobie z nieznanymi problemami, do stawiania trafnych pytań, do interpretowania świata w kategoriach pozwalających mierzyć się z zawartą w nim niepewnością.

Doświadczenie edukacyjne nabywane w relacjach z innymi jest pojęciem centralnym w budowaniu nowej wyobraźni społecznej. Tylko w ten sposób w przestrzeni społecznej mogą się wyłaniać organizacje uczące się i upodmiotowione. Zdolne do adaptacji i wyznaczania trajektorii swego rozwoju. Bez odpowiednio licznej grupy takich organizacji (np. przedsiębiorstw, uniwersytetów, agencji publicznych, szpitali, instytucji kultury) poszczególne systemy życia zbiorowego nie wykażą zdolności naprawczych i będą dysfunkcjonalizować się szybciej niż dotąd. Na porażkę zostaną skazane kolejne próby ich odgórnego reformowania.

Wiemy już, bo odczuwamy to na własnej skórze, że złożoności – i związanej z nią nieuchronnie niepewności – świata społecznego nie opanuje wolny, nieokiełznany rynek. Są tacy, którzy swoją wiarę w przyszłość lokują po stronie technologii i ekspertów. Wielu z nich zapewnia, że dysponują wiedzą i możliwościami powstrzymania kryzysu energetycznego i klimatycznego.

Ale czy do tego sprowadza się nasz, ludzki problem. Czy może zostać sprowadzony do przeprowadzenia transformacji energetycznej i doprowadzenia do neutralności klimatycznej? To ważne, kluczowe i konieczne! Ale czy wystarczające? Nie wydaje mi się!

Rozwiązanie tego ani jakiegokolwiek innego problemu techniczno-gospodarczego nie może być celem samoistnym – oderwanym od społeczno-etycznego kontekstu. A konkretnie od kwestii prawa ludzi do jakości życia i rozwoju9. To odniesienie jest niezbędne, aby w rozwiązywanie wielkich problemów techniczno-gospodarczych wprzęgnięta została energia społeczna. W tym w szczególności energia ludzkiej kreatywności i wyobraźni, uruchomiana po to, aby poszerzyć społeczną czasoprzestrzeń oraz upodmiotowić indywidualności i ich wspólnoty.

Wtedy wyobraźnia staje się wyzwalającą syntezą nadziei i odpowiedzialności10. W przeciwnym razie, zdalnie sterowana, służy podtrzymywaniu niszczącego nas modelu gospodarki rynkowej.