Nr 0/2019 Otwarcie pola
1 Sprzężenie dodatnie

Nr 0/2019 Otwarcie pola

Biblioteka
  1. Wstęp

  2. Sprzężenie dodatnie

  3. Projektowanie degradacji

  4. Emocje. Kluczowy czynnik w projektowaniu

  5. Przyjemność. Od neuronauki do ergonomii emocji

  6. Osobiste tajemnice czy wszechwiedzący narrator. Użycie pierwszej osoby liczby pojedynczej przy tworzeniu bohaterów i scenariuszy

  7. Projektowanie wobec kultury opresji. O strategiach projektowych Krzysztofa Wodiczko


1 Sprzężenie dodatnie

Na wstępie zaznaczę, że cokolwiek by napisano w dalszym ciągu tego teksu – krótkiego i utrzymanego w konwencji uproszczenia – traktowane być powinno jako subiektywne wynurzenie nie tyle teoretyka, ile praktyka projektowania. Praktyk ma także prawo (a nawet powinność) zastanowić się czasami nad sprawami ogólniejszymi, a wyniki tego zastanowienia przedstawić choćby w ograniczonym przez czas i miejsce zakresie, w nadziei znalezienia chętnych do podjęcia dyskusji i wspólnego rozważenia sprawy. Licząc na to, przedstawiam zatem tezę, która brzmi, że nadmiar – rozumiany szeroko – jest ubocznym efektem cywilizacji bazującej na przyspieszającym rozwoju. Namysł nad statusem nadmiaru proponuję rozpocząć od analizy rudymentarnego mechanizmu prowokującego wspomniany przyspieszający rozwój, a mianowicie mechanizmu sprzężenia zwrotnego.

Wedle najprostszej i najkrótszej definicji sprzężenie zwrotne to oddziaływanie stanu końcowego (wyjściowego) elementu w zmiennym układzie na jego kolejny stan referencyjny (wejściowy). W układzie niesprzężonym zmiana stanu elementu nie wywołuje żadnych regularnych następstw. Układ taki można przedstawić za pomocą poziomej płaszczyzny, na której ustawiono kulę. Przesunięcie jej w dowolne miejsce nie wywoła żadnej reakcji układu.

W układzie sprzężonym natomiast ją spowoduje. Teoria sprzężenia zwrotnego wyróżnia dwa podstawowe jego typy:

  • Sprzężenie ujemne, w którym zmiana stanu elementu powoduje redukcję tej zmiany i powrót do stanu równowagi. Układ sprzężony ujemnie przedstawić można za pomocą kuli umieszczonej w centrum wklęsłej czaszy. Poruszona w dowolnym kierunku kula, dążyć będzie (w wyniku grawitacji) do powrotu do punktu wyjściowego. Sprzężenie ujemne jest więc reduktywne, w rzeczywistych, fizycznych warunkach dąży do bezpiecznej równowagi trwałej.

  • Sprzężenie dodatnie, w którym zmiana stanu elementu wzmaga narastanie zmiany i w konsekwencji powoduje wypadnięcie elementu poza układ. Ten typ sprzężenia również łatwo przedstawić za pomocą kuli w centrum czaszy, tyle że nie wklęsłej, a wypukłej. Jeżeli nawet uda się ustawić kulę pośrodku, w stanie idealnej równowagi, to jakiekolwiek zaburzenie tego stanu wzbudzi przyspieszony ruch wypychający ją z centrum. Sprzężenie dodatnie jest więc induktywne, a równowaga może mieć w takim układzie jedynie charakter chwiejny.

Podejmując próbę opisu cywilizacji przez pryzmat pojęcia sprzężenia, wyjdźmy od określenia cech naturalnego układu pierwotnego, kiedy człowiek (podobnie jak inne elementy przyrody) żył w swoistej harmonii z otoczeniem i podejmował tylko takie działania, na które owo otoczenie mu pozwalało. Układ taki, wedle wstępnego rozpoznania, działał najpewniej na zasadzie sprzężenia ujemnego. Zwizualizować by go można zatem – zachowując spójność z wyżej przywołanymi ilustracjami – w następujący sposób

Czemu ów układ został jednak zaburzony? Otóż człowiek (z dyskusyjnych powodów, być może dla osiągnięcia większej wygody, a być może z innej, niewytłumaczalnej potrzeby) odczuł prawdopodobnie wolę wyjścia poza układ naturalny. Powziął więc działania, które (zgodnie z odczutą wolą) zaburzały jego trwanie w równowadze układu. Im silniejsza była jego wola i im bardziej stanowcze podejmował działania, tym większy przyroda stawiała mu opór ze względu na ujemnie sprzężony charakter układu. Ponieważ jednak człowiek nie ustawał w wysiłkach, mimo wielu porażek, jakich dowodzi archeologia, udało mu się w pewnym (historycznie niejasnym) momencie dokonać odkrycia naprawdę przełomowego, czyli wynaleźć narzędzia.

Przy ich użyciu mógł od tej pory modyfikować środowisko, w taki sposób, że powoli zaczęło zatracać cechy układu sprzężonego ujemnie. Wynalezienie narzędzi zapoczątkowało zatem powolną zmianę samoregulującego się układu naturalnego w niestabilny układ sztuczny, czyli cywilizację. Nie od razu jednak zmodyfikowany układ objawił wszystkie cechy sprzężenia dodatniego. Człowiek jeszcze długo, choć z coraz mniejszym mozołem, zmagał się z formowaniem otoczenia w najwygodniejszą dla siebie postać. Kulminację stanu chwiejnej równowagi pomiędzy swymi potrzebami a możliwościami ich spełnienia osiągnął niepostrzeżenie. Można przypuszczać, że zdarzyło się to około połowy XIX wieku. W wyniku naturalnej dla każdego procesu inercji, człowiek przekroczył ów stan, nie zauważywszy prawdopodobnie nawet, że od tego momentu przestał kształtować układ otaczającego świata, bowiem to ów świat coraz silniej zaczął popychać go we wcześniej określonym kierunku.

Od tego momentu cywilizacja zaczęła więc, jak się zdaje, wspomagać człowieka bardziej, niż by tego potrzebował, przy okazji generując coraz większy nadmiar, czyli produkty, których nie był już w stanie spożytkować. Popychała go zarazem coraz dynamiczniej ku nierozpoznanej (a przez to niebezpiecznej) granicy stworzonego przezeń układu.

Tu dochodzimy do współczesności, a jednocześnie do sedna naszych – subiektywnych i uproszczonych, jak wspomniano – rozważań. Oto człowiek nie zmaga się już z układem świata, lecz jest przezeń coraz mocniej popychany. Pogrążony w złudnym poczuciu komfortu i dostatku, z pozoru niegroźnego nadmiaru, człowiek zaczyna pędzić coraz szybciej ku granicy, którą wyznacza nie tyle fizyczny koniec układu, ile koniec wyznaczony możliwościami świadomego sterowania. Tu właśnie, zadając nieuchronnie pytanie „Co dalej?”, możemy skorzystać z wyżej stosowanej formuły wizualizacji i nakreślić dwa, a właściwie nawet trzy, możliwe scenariusze.

Scenariusz pierwszy to kontynuacja marszu ku nieuchronnej katastrofie.

To wersja efektowna, ale też banalna i mało prawdopodobna. Wprawdzie cywilizacyjny układ ciągnie człowieka coraz silniej (szybciej, dynamiczniej), wprawdzie kierunek tego dążenia jest tylko z grubsza – i przypadkiem, częściowo – określony, jednak i możliwości kształtowania świata ma człowiek coraz większe. Coraz silniej (szybciej, dynamiczniej) może więc reagować na to, co świat – formowany przecież nadal – przedstawia mu w bliższej i w dalszej perspektywie. Scenariusz nieuchronnej katastrofy raczej zatem należy odrzucić. Człowiek ma przecież także instynkt naturalny. Widzi, co się święci, i zbyt cwany jest, by popaść tak bezmyślnie (choć efektownie) w otchłań granicy stworzonego przez siebie układu (czy też granicy możliwości jego sterowania). Jeśli więc nie katastrofa, to co?

Scenariusz drugi to modyfikacja układu.

Skoro człowiek posiada i ciągle rozwija umiejętności formowania świata, zamiast tonąc w nadmiarze, popaść w otchłań poza granicą dodatnio sprzężonego układu, może przecież sprawnie ów świat przekształcić. Wyhamować, co zbyt szybkie, zużyć, czego zbyt wiele, zoptymalizować, skalibrować, ułożyć w taki sposób, żeby nowo formowany świat stał się na powrót układem sprzężonym ujemnie. Jest to perspektywa na pierwszy rzut oka nęcąca. Majaczyłby w niej najpewniej nowy układ, wygodny i, co najważniejsze, samoregulujący się. Byłby to układ sprzężony ujemnie, czyli scenariusz drugi wersja pierwsza.

Na pozór, układ ten wygląda idealnie. Dotarłszy w okolice stanu równowagi trwałej, człowiek pławiłby się w nadmiarze wypracowanych wcześniej wartości, nie potrzebując jednocześnie dalej pracować – ani ciężko, ani lekko. W układzie tym świat uformowanej przez niego cywilizacji działałby zapewne autonomicznie, optymalizując to, co jeszcze rozchwiane, reprodukując to, co przypadkiem zniszczone, tworząc to, czego przypadkiem jeszcze nie stworzono. Słowem – raj. Ale czy aby nie nudny? Chyba tak. Taki układ nie byłby w tym względzie odpowiedni dla człowieka. Długo zapewne by w nim nie wytrzymał. Prędzej czy później w dążeniu do odkrycia lub stworzenia czegoś nowego (podobnie jak w przypadku pierwotnego, naturalnego, ujemnie sprzężonego układu) opuściłby ów raj – co nawet w znanym świętym piśmie przypuszczono – i tym samym stworzył…

nowy układ (pozornie) niesprzężony, czyli scenariusz drugi wersja druga.

Taki układ to jak na razie niesprawdzona hipoteza. Zakłada on oparte na nieznanym dokładnie mechanizmie balansowanie pomiędzy sprzężeniem dodatnim a ujemnym. Umożliwia podążanie w dowolnie wyznaczonym – stałym lub zmiennym – kierunku oraz w dowolnie wskazanym, także stałym lub zmiennym, tempie. Choć układ taki nie był przez człowieka dotychczas stosowany, to wobec historycznie udowodnionej zdolności przekształcania charakteru jego sprzężenia wydaje się możliwy. Wyjaśniając bardziej obrazowo, skoro człowiek potrafił przekształcić otoczenie ze sprzężonego ujemne w sprzężone dodatnio, to w naturalny sposób w trakcie tego przekształcenia przejść musiał przez trwające choćby chwilę neutrum, czyli stan niesprzężony. Skoro mając coraz doskonalsze narzędzia, potrafi on coraz sprawniej i szybciej przekształcać ów układ, to (w teorii przynajmniej) powinien być zdolny również do utrzymania choćby labilnego stanu jego równowagi. Powinien być również zdolny do doraźnego zarządzania charakterem układu, tak by możliwie swobodnie sterować zarówno tempem, jak i kierunkiem rozwoju swej cywilizacji. Choć – jak wspomniano – szczegółowe mechanizmy zarządzania cechami pozornie przynajmniej niesprzężonego układu nie są do końca (ani nawet od początku) znane, to graf procesu samego zarządzania – by użyć wcześniejszej konwencji – mógłby wyglądać tak:

Przyznam, że nie wiem, czy graf ów jest trafny. Nie wiem także, czy trafny jest wyżej użyty sposób opisu i ilustracji sprawy. Rozstrzygnąć i rozwinąć to może, na własny użytek i własną odpowiedzialność, każdy, kto dobrnął do końca niniejszego tekstu. Szczerze mówiąc, liczę na to, bo sprawa wydaje mi się dość ważna.

Niniejszy tekst jest przedrukiem z: Fair book: Nadmiar, red. nauk. K. Kasia, M. Kochanowska, Wydawnictwo Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Warszawa 2018.