dostosuj witrynę:


komputer na plaży w tajlandii z widokiem na może i palme

Projekt: Praca #4 Workation w praktyce – moja przygoda z pracą zdalną w Tajlandii

Mimo że obecna sytuacja związania z epidemią koronawirusa nie zachęca nas do dalekich podróży, to coraz więcej osób decyduje się na zagraniczne wyjazdy. Pierwszą wersję tego tekstu pisałam na samym początku epidemii. Wówczas, zamknięta w domowym home-office z rozrzewnieniem wspominałam beztroskie praco-wakacje spędzone w Tajlandii. Dzisiaj znajduję się już w zupełnie innym miejscu. Tuż po otwarciu granic i wznowieniu lotów, zdecydowałam się na kolejny wyjazd, tym razem na Cypr. Od dwóch miesięcy pracuję tutaj zdalnie jako freelancer, przy okazji eksploruję urokliwą wyspę.

W poniższym tekście podzielę się z Wami moją historią workation spędzonego w Tajlandii, wzbogaconą o nowe doświadczenia z home-office na Cyprze. Opowiem o tym jak wyglądała współpraca na dystans ze studiem w Krakowie oraz jakie były największe trudności, na które natrafiłam. W tekście znajdziecie również informacje o tym jak można samemu zorganizować sobie taki wyjazd, jakie są mniej więcej koszty, co warto ze sobą zabrać i na co się zaszczepić. No to w drogę!

Kierunek Tajlandia

Pod koniec zeszłego roku, zainspirowana opowieściami znajomych o pracy zdalnej, zdecydowałam się zamienić pracę w przytulnym biurze w Krakowie na pracę zdalną z tropikalnej wyspy. Jako projektantka graficzna, wówczas pracująca częściowo w studiu projektowym, a częściowo jako freelancer, miałam taką możliwość. Podróże, obok projektowania, zawsze były moją największą pasją, więc kiedy tylko poczułam na skórze pierwsze oznaki zimy, postanowiłam spakować walizki i na 5 tygodni udać się do Tajlandii.

Zachód słońca na Koh Lanta

Wybierając miejsce na moje workation brałam pod uwagę przede wszystkim dwa czynniki – koszty utrzymania oraz pogodę. Wiedziałam, że jako ciepłolubna osoba, najlepiej odnajdę się w otoczeniu tropikalnych palm, dlatego wybór padł na Tajlandię. Wyspa Koh Lanta, na której spędziłam większość mojego pobytu w Tajlandii, została mi polecona przez znajomych, jako miejsce idealne na tego typu wyjazd. Koh Lanta okazała się być rajem na ziemi.

W sumie podczas mojego 5-tygodniowego pobytu w Tajlandii pracowałam przez około 3,5 tygodnia, a wypoczywałam 1,5 tygodnia. Najwięcej czasu spędziłam na wspomnianej już wyspie Koh Lanta, ale zobaczyłam także Koh Ngai, pojechałam do Chiang Mai, Pai i Bangkoku. Wszystko to było możliwe dzięki dobrej organizacji czasu i pracy, jednak następnym razem decydując się na wyjazd, podczas którego mam także pracować, pojechałabym maksymalnie w 2 miejsca. Transport, pakowanie, szukanie noclegów etc. zjada mnóstwo czasu i bardzo skutecznie odwraca uwagę od pracy.

KoHub, czyli raj dla cyfrowych nomadów

W trakcie swojego wyjazdu pracowałam w przeróżnych miejscach i okolicznościach. Projektowałam na werandzie mojego bungalowu, w restauracji, a nawet na hamaku na plaży. Jednak najlepszym, choć nie najtańszym miejscem do pracy jakie znalazłam, był coworking space na wyspie Koh Lanta.

KoHub, to biuro coworkingowe znajdujące się w północnej części wyspy. Składa się z dwóch budynków, z przestronnym ogrodem, werandą i dużą ilością stanowisk do pracy. Przestrzeń podzielona jest na kilka sektorów, w zależności od tego jaką czynność w danym momencie wykonujesz. Jest miejsce do pracy w zupełnej ciszy (tzw. quiet room), jest miejsce do video rozmów oraz przestrzeń do wykonywania telefonów. Oprócz tego, że otoczenie stwarza idealne warunki do pracy z komputerem, wyróżnia się też bardzo przyjazną atmosferą, zachęcającą do poznawania nowych ludzi i zawierania znajomości. Poleciłabym więc KoHub także osobom, które chcą zdecydować się na taki wyjazd w pojedynkę, ale obawiają się samotnej podróży.

KoHub coworking space

KoHub coworking space

KoHub coworking space

KoHub coworking space

KoHub oferuje różne możliwości korzystania z przestrzeni. Możesz wykupić sobie jednodniowy, tygodniowy lub miesięczny dostęp do biura. Ceny mogą różnić się w zależności od sezonu. KoHub posiada także własne apartamenty i istnieje możliwość wykupienia pakietu razem z noclegiem, wyżywieniem i całodobowym dostępem do coworking space. Każda z osób pracująca w biurze korzysta z własnego laptopa, ale w cenie możesz wypożyczyć sobie dodatkowy monitor. Internet działa bez najmniejszych problemów, jest dostęp do drukarki i skanera. Są także hamaki, strefa zen i przestrzeń do ćwiczenia jogi. Za darmo można się napić wody, kawy i herbaty, a właściciele przywiązują dużą uwagę do recyklingu i tego, żeby biuro było jak najbardziej eco-friendly.

Dzięki temu, że przestrzeń i atmosfera wewnątrz biura była tak przyjemna, nie miałam poczucia, że coś tracę nie będąc w tym samym czasie na plaży. Z chęcią wstawałam wcześnie rano, żeby produktywnie zacząć dzień. Dodatkowo obecność innych – pracujących ludzi, działała na mnie motywująco i inspirująco. Mobilizująca była także świadomość, że po zakończeniu pracy będę mogła iść popływać albo wybrać się na przejażdżkę motocyklem i w pełni cieszyć się urokami wyspy. Pracowałam więc nieco krócej niż na co dzień, ale wykonywałam taką samą ilość pracy. Dodatkową zaletą pracy w biurze coworkingowym było to, że mogłam zamówić w nim posiłek. Zarówno śniadanie, jak lunch i kolacje – o każdej porze dnia, nie odrywając się przy tym od komputera (znakomita opcja dla pracoholików 🙂 ). Warto dodać, że w menu było mnóstwo wegańskich opcji, a większość warzyw była bio i pochodziła z ich własnego ogródka. Nic tylko jeść i pracować!

To wszystko być może brzmi jak reklama, ale mogę Was zapewnić, że artykuł nie jest sponsorowany i naprawdę uważam KoHub za najwspanialsze miejsce, w którym przyszło mi do tej pory pracować.

Również w pozostałych miejscach, które odwiedziłam w Tajlandii znajdowały się biura coworkingowe. Jednak ze względu na to, że nie miałam w tych dniach aż tak dużo pracy to najczęściej pracowałam przez parę godzin z hotelu / bungalowu / restauracji. Warto wiedzieć, że w całej Tajlandii takich miejsc jest naprawdę sporo, ponieważ jest to bardzo popularny kierunek dla osób pracujących zdalnie.

Aby dowiedzieć się więcej o KoHub, zajrzyj na stronę – 
kohub.org 

Z laptopem pod palmą, czyli o pozostałych miejscach, w których pracowałam

W niektóre dni, kiedy wiedziałam, że będę mieć mniej pracy, decydowałam się pracować albo ze swojego bungalowu albo restauracji znajdującej się w resorcie, w którym mieszkałam. W ten sposób zaoszczędzałam trochę pieniędzy i czasu, który musiałabym spędzić na podróż do i z biura coworkingowego.

Testowanie różnych miejsc do pracy #1

Testowanie różnych miejsc do pracy #2

Po przeanalizowaniu tego sposobu pracy stwierdzam jednak, że oszczędność pieniędzy była jego największym, być może jedynym plusem. Jako, że większość z Nas pracuje obecnie z domu, myślę, że sami wiecie jak to jest. Trochę trudniej jest znaleźć w sobie motywację, zawsze jest coś do zrobienia, a to posprzątać, a to ugotować. Wyobraźcie sobie teraz tą samą sytuacje, tylko na rajskiej wyspie. Dla mnie praca z bungalowu czy restauracji oznaczała milion rozpraszaczy dookoła i pomysły w stylu – a może pójdę teraz popływać, a popracuje później… Mimo że uwielbiam moją pracę, to jednak pokusa pójścia na plażę często okazywała się zbyt duża. Z czasem wyrobiłam sobie rutynę i pewne nawyki, dzięki którym łatwiej było mi się zmobilizować. Oczywiście samodyscyplina jest sprawą bardzo indywidualną. Ja jednak należę do zwolenników pracy w nieco bardziej biurowych warunkach, dzięki którym łatwiej jest mi oddzielić aktywność zawodową od życia prywatnego.

Kolejnym minusem pracy z restauracji czy bungalowu był internet. Teoretycznie internet był we wszystkich miejscach, w których mieszkałam, jednak w praktyce wyglądało to bardzo różnie. Raz działał, raz nie. Rozwiązaniem okazało się wykupienie dodatkowej karty sim z internetem i włożenie jej do zapasowego telefonu, który działał jak mobilny router. Absolutnie zapomnijcie o włączaniu w komórkach transmisji danych, bo w większości sytuacji zapłacicie milionowe rachunki.

Komunikacja na dystans

Moja największa obawa przed wyjazdem do Tajlandii dotyczyła tego jak poradzę sobie z pracą na dystans i jak będzie wyglądała komunikacja między mną, moim szefem znajdującym się w biurze w Krakowie, a klientami. Jasne, przecież mamy internet, Trello, Whatsapp i Skype, jednak w praktyce o dobrą komunikację w zespole nie zawsze jest łatwo.

Największą przeszkodą podczas pracy zdalnej stanowiła różnica czasowa. Kiedy u mnie było już późne popołudnie i chowałam laptop, żeby zaraz wskoczyć w kostium kąpielowy i iść na plażę, mój szef dopiero otwierał drzwi do biura. Różnica czasowa wymagała od nas lepszego planowania i jasnego przekazu informacji. Jednak sami wiecie, jak często się zdarza, że trzeba coś zrobić „na już”. W takiej sytuacji niekiedy musiałam pracować w innych godzinach niż planowałam. Z czasem jednak obydwoje przywykliśmy do takiego systemu i udało się nam usprawnić proces komunikacji. Myślę, że praca zdalna jest nieco łatwiejsza w przypadku, kiedy pracujesz jako freelancer i masz większą kontrolę nad planowaniem swojego dnia i rzeczy, które masz do zrobienia.

Garść informacji praktycznych

Wiza

Wizę turystyczną do Tajlandii możemy otrzymać na dwa sposoby i żaden z nich nie wymaga od nas nadzwyczajnego wysiłku. Pierwszy – to tak zwana wiza „on arrival”, którą możemy otrzymać już po przylocie do kraju, na lotnisku. Jest to wiza, która zezwala nam na 30-dniowy pobyt na terenie Tajlandii. Taką wizę możemy przedłużyć za odpowiednią opłatą o następne 30 dni w urzędach, które znajdują się w każdym większym mieście w Tajlandii. Druga opcja, na którą sama się zdecydowałam, to odwiedzenie ambasady Tajlandii w Warszawie i złożenie podania o wizę 60-dniową. Taka wiza kosztuje 120 zł i jest gotowa do odebrania po ok. 3 dniach od złożenia przez nas podania. Możemy też poprosić ambasadę o przysłanie naszej wizy kurierem. Niestety wizy nie możemy sobie załatwić on-line i konieczna jest wizyta w stolicy.

Więcej informacji o dostępnych wizach znajdziecie tutaj – 
http://www.thaiembassy.org/warsaw/pl/services/55429-Wiza.html 

Szczepienia

W momencie mojego wyjazdu do Tajlandii nie były wymagane żadne szczepienia. Istnieje jednak lista zalecanych szczepień i ja serdecznie je polecam. Większość tych szczepionek jest ważna przez co najmniej parę lat. Sama przed podróżą wybrałam się do lekarza medycyny podróży, który przeprowadził ze mną szczegółowy wywiad. Opowiedziałam mu w jakie dokładnie miejsca pojadę i czym będę się zajmować w trakcie wyjazdu. Lekarz zalecił mi, jakie szczepienia warto zrobić, a które można sobie odpuścić i powiedział co warto mieć ze sobą w apteczce.

Woda i komary, czyli parę słów o zagrożeniach

Należy pamiętać, że w Tajlandii woda nie zawsze należy do najlepszych, dlatego nie wolno tam pić kranówki. Należy bardzo uważać także przy myciu zębów, albo myć je po prostu wodą butelkowaną. Pozytywna wiadomość jest taka, że np. na Koh Lancie znajdują się specjalne wodomaty, w których można uzupełnić własne butelki – bezpieczną, zdatną do picia wodą, dzięki czemu nie musimy zużywać tak dużo plastiku.

Istotną kwestią jest zabezpieczanie się przed ukąszeniami komarów, które przenoszą malarię i dengę, a nie ma na nie szczepienia. Ja z doświadczenia zachęcam do zaopatrzenia się w repelenty w Polsce, ponieważ te, które znajdziemy w aptekach czy internecie są skuteczne i w przystępnej cenie. Polecam te firmy Mugga, które mają dużą zawartość DEET i naprawdę dobrze chronią przed ukąszeniami (ja w trakcie swojego 5-tygodniowego wyjazdu miałam może takich ukąszeń 8 i wszystkie złapałam na Koh Lancie). W celu zabezpieczenia się przed malarią możemy wykupić sobie także lekarstwa, które jednak musimy brać podczas całego naszego wyjazdu. Ja, kierując się doświadczeniem znajomych nie zdecydowałam się na nie, ale jest to oczywiście kwestia do indywidualnego rozważenia.

Bardzo ważne przed wyruszeniem w podróż jest wykupienie ubezpieczenia. Dzięki temu będziemy mieć za darmo dostęp do opieki zdrowotnej i nie będziemy musieli się zamartwiać w razie nieszczęśliwego wypadku.

Przelot

Lot do Bangkoku liniami Ukrainian Airlines w zależności od sezonu kosztuje mniej więcej 2000 zł w obie strony. Przed wyjazdem słyszałam różne opinie o tych liniach, które skusiły mnie przede wszystkim atrakcyjną ceną, jednak naprawdę nie miałam na co narzekać. Samolot był przestronny, udało mi się znaleźć 3 wolne miejsca dla siebie, dzięki czemu podróż przebiegła mi w nadzwyczajnie komfortowych warunkach. Jedzenie było w opcji wege, a obsługa była bardzo sympatyczna i dobrze mówiła po angielsku. Wewnątrz Tajlandii podróżowałam albo krajowymi liniami Thai Airlines albo Air Asia i mogę polecić zarówno jedne jak i drugie.

Płatności

Przed wyjazdem zaopatrzyłam się w kartę Revolut, którą szczerze polecam, zwłaszcza jeśli jedziemy do miejsc, w których istnieje możliwość płacenia kartą. Niestety w większości miejsc, w których ja przebywałam było to niemożliwe i musiałam wypłacać pieniądze z bankomatu. To i tak każdorazowo kosztowało mnie około 30–40 złotych, bez względu na to z jakiego bankomatu wypłacałam pieniądze i jaka to była kwota. Warto o tym pamiętać i wypłacać jednorazowo nieco więcej pieniędzy, które starczą nam na dłużej.

Jedzenie

W Tajlandii możemy zjeść naprawdę bardzo tanio, ale możemy też trafić na miejsce, w którym wydamy mały majątek i warto o tym pamiętać. Ceny różnią się także w zależności od tego czy znajdujemy się na wyspie czy na lądzie oraz sezonu, który wybierzemy na naszą podróż. Jednak w większości miejsc zapłacimy od 7 do 20 zł za danie i będzie ono na pewno pyszne. W przeciągu swojego 5 tygodniowego wyjazdu do Tajlandii nie zdarzyło mi się zjeść ani jednej niedobrej potrawy, a ilość miejsc serwujących wegańskie opcje może przyprawić o zawrót głowy. Jest więc dokładnie tak jak mówią i Tajlandia stanowi absolutny raj dla kulinarnych smakoszy.

Obecnie, granice Tajlandii wciąż pozostają zamknięte dla zagranicznych turystów, jednak optymistyczne prognozy mówią, że to może się to zmienić już pod koniec bieżącego roku. W międzyczasie, pięknych (i otwartych na przyjezdnych) miejsc na świecie jest wiele, a dzięki przyjaznemu nastawieniu i otwartej głowie, możemy przenieść nasze home office na rajską plażę, nie wydając przy tym majątku.

Polecam taki wyjazd każdemu, kto lubi podróżować i ma możliwość pracować zdalnie. Taki tryb pracy może być dla niektórych sporym wyzwaniem, zwłaszcza jeśli pracujemy w miejscach, które kuszą pięknymi plażami i idealną pogodą. Wymaga on dużej dawki samodyscypliny i dobrej organizacji czasu. Jeśli uda nam się jednak opanować te umiejętności i wyrobić sobie odpowiednia rutynę, taka podróż może być niezapomnianą przygodą. Na koniec pozostaje mi więc życzyć i sobie i Wam dużo zdrowia i na powrót otwartych granic!

Chiang Mai

Jeśli chcielibyście o coś dopytać lub dowiedzieć się więcej o mojej przygodzie z workation, zapraszam do kontaktu przez Instagram – @aleksandra_braska 

czytaj także: