Nr 29/2026 Sozologiczny design
1 Projektowanie wobec nieludzkiej skali i złożoności

Nr 29/2026 Sozologiczny design

  1. Wstęp 29

  2. Projektowanie wobec nieludzkiej skali i złożoności

  3. Znaczenie oceny cyklu życia w rozwoju produktu dla biznesu i zespołów projektowych

  4. Produkcja odpowiedzialna społecznie i ekologicznie

  5. Gęstość cyfrowa. Sustainable web design w praktyce

  6. Między grzybnią a poliestrem. Dlaczego rewolucja w modzie nie nadchodzi

  7. Z prochu w proch. Projektowanie ubrań według Yuimy Nakazaty

  8. Jak człowiek z gołębiem. Od „wrogiego designu” po międzygatunkową wspólnotę w mieście

  9. Design krytyczny wobec teorii spiskowych. Parafunkcjonalność i ekokrytyka w projektach Anthony’ego Dunne’a i Fiony Raby


1 Projektowanie wobec nieludzkiej skali i złożoności

Projektowanie staje się dzisiaj poszukiwaniem równowagi w rachunku ludzkich zysków i nie-ludzkich strat. Wyzwanie jest o tyle niewdzięczne, że zysk da się aż nazbyt łatwo przeliczyć, ale większość kosztów i skutków designu pozostaje niejawna w nieskończenie splątanym świecie.

https://doi.org/10.52652/fxyz.29.26.1 

Niewdzięczne problemy

W 1932 roku niemiecki satyryk Kurt Tucholsky stworzył krótką historyjkę, w której postać francuskiego dyplomaty wypowiada w kontekście wojny frazę: „Śmierć jednego człowieka to jest katastrofa. Sto tysięcy śmierci – to statystyka!”1. Ten przypisany później Stalinowi i wielokrotnie powielany cytat nie traci niestety na aktualności w obliczu katastrofy klimatycznej. Masowe wymieranie wykracza poza możliwości ludzkiego aparatu percepcyjnego, jest kolejnym mortonowskim hiperobiektem. Nie ja cierpię i umieram, umiera coś daleko ode mnie, ludzkie czy nie; tak liczne, że nie da się tego pojąć. Nie dziwię się negacjonistom klimatycznym, że nie chcą wziąć na swoje barki świadomości ekologicznej i towarzyszącego jej przerażenia. Skala katastrofy jest tak przytłaczająca, że ucieczka od psychicznego dyskomfortu, unikanie czy zaprzeczenie traumie są zrozumiałą instynktowną reakcją. Zwłaszcza że przeżycie to wydaje się bezproduktywne, bo skala złożoności i rozmiarów otaczającego nas kryzysu milionkroć przekracza jednostkę.

Teoretykom designu Horstowi Rittelowi i Melvinowi Webberowi przypisuje się wprowadzenie w latach 70. pojęcia wicked problems w celu opisania kompleksowych wyzwań dotyczących planowania czy polityki społecznej, w których przypadku możliwe cele i rozwiązania pozostają niejasne, a żadnej kwestii nie da się odseparować od jej powiązań z resztą świata2. Tłumaczenie wyrażenia „wicked problems” z języka angielskiego stanowi duże wyzwanie ze względu na wieloznaczność pierwszego członu. W języku polskim pojawiły się takie przekłady jak problemy: zaplątane, zapętlone, niejasne, złośliwe, nieznośne, podstępne, zawiłe, paskudne, przewrotne, zagmatwane czy po prostu „problemy nowej natury”3. Zaproponowałbym uzupełnienie powyższej listy jeszcze o problemy „niewdzięczne”, jako że w znaczeniu tego słowa zawiera się zarówno brak „wyników, korzyści proporcjonalnych do włożonego wysiłku”4, jak i brak wdzięku, nieestetyczność5.  Im głębiej wchodzimy w problemy dzisiejszego świata, tym więcej niewdzięcznych splątań i nowych problemów mają nam do zaoferowania. Zaś wysiłki (także projektowe) podejmowane na rzecz zrozumienia i rozplątania tych kwestii nie przynoszą żadnego zysku – ani wdzięczności, ani wynagrodzenia.

Fakty i faktoidy

Częścią wyzwania są wszystkie funkcjonujące wokół kryzysu klimatycznego dane – nawet jeżeli nie negujemy go, jesteśmy w olbrzymim stopniu znieczuleni i znieczulone od natłoku informacji. Timothy Morton zamiast „faktami” nazywa je „faktoidami” i obwinia za paraliż możliwości działania politycznego czy filozoficznego6. Zdaniem tego autora w dzisiejszej „płynnej nowoczesności” unosimy się wśród danych, które straciły swoje namacalne znaczenie, nie są możliwe do poczucia ani ujęcia z pełnym zrozumieniem ich kontekstu. Co więcej – nie wiadomo, czy można im ufać. Informacje i badania są często skutecznym narzędziem propagandowym, w pełni świadomie i cynicznie rozgrywanym przez różne grupy interesów: od polityków debatujących nad celami klimatycznymi, przez wielkie firmy bardzo selektywnie upubliczniające dane o emisyjności, aż po media odwołujące się do afektu dla wzbudzenia jak największych emocji. Nawet aktywizm klimatyczny nie jest bez winy, bardzo selektywnie stosując wygodne w danym kontekście wyniki (cherry picking), naciągając je czy nie podpierając ich źródłami7.

Dla przykładu w wyobraźni zbiorowej traktujemy zielone źródła energii czy gospodarkę obiegu zamkniętego jako cudowne remedia na kryzys klimatyczny, ponieważ rzadko wspomina się publicznie o niewdzięcznych kosztach towarzyszących im procesów czy technologii. Turbiny wiatrowe zabijają miliony ptaków i, podobnie jak silniki samochodów elektrycznych, wiążą się z olbrzymimi wyzwaniami w zakresie utylizacji czy recyklingu części. Pozornie niewinna energetyka wodna przyczynia się do olbrzymich emisji metanu do atmosfery, prawdopodobnie wręcz niwelujących korzyści środowiskowe tej formy pozyskiwania energii8. Podobnie jest w przypadku recyklingu, który rządzi się przecież prawami analogicznymi do każdego procesu przemysłowego – zużywa zasoby i pochłania energię. Recykling szkła prowadzi do oszczędności jedynie około 15% energii w porównaniu do wytwarzania go z surowych materiałów9, a plastik pochodzący z recyklingu, z uwagi na mieszanie się tworzyw z różnych źródeł, potrafi zawierać nawet do 84 różnych substancji, w tym szkodliwe dla zdrowia ludzi i nieludzi pestycydy czy antybiotyki10.

Próby tworzenia gospodarki cyrkularnej i korzystanie ze źródeł energii odnawialnej są oczywiście zdecydowanie lepsze niż paliwa kopalne i wysypiska, ale nie uleczą problemów kryzysu klimatycznego. Pozostają przede wszystkim usuwaniem objawów zamiast stojących za nimi przyczyn – szacuje się, że pozytywny wpływ przebiegającej w ostatnich latach transformacji systemów energetycznych w bardziej zrównoważone jest niemal zniwelowany w związku z drastycznie wzrastającym zapotrzebowaniem na energię w ramach „efektu odbicia” (rebound effect)11. Zielona energia podtrzymuje niestety iluzję bezkarnej konsumpcji.

Wszystkie powyższe informacje nadal wiążą się z odległymi faktoidami, które ciężko sobie uzmysłowić i wyobrazić. Jak w ogóle działa elektrownia wodna i skąd w niej metan? Ile i czego to jest kilowatogodzina? Czy 100 kilogramów ekwiwalentu dwutlenku węgla to dużo czy mało w skali globu? Przecież żyjąc, wydycham dwutlenek węgla, a drzewa go pochłaniają, prawda12? Tylko nieliczni z nas mogą się pochwalić zrozumieniem otaczających nas procesów, naturalnych, przemysłowych czy technologicznych, a przy braku wiedzy o wiele łatwiej niszczyć niż naprawić – cytując wokalistę zespołu Flobots: „Potrafię rozłożyć pilot do telewizora na części i potrafię niemalże złożyć go z powrotem”13.

Design w sieci powiązań

Nasz brak zrozumienia nie może dziwić, gdy weźmie się pod uwagę skalę skomplikowania współczesnej technologii i rozległość towarzyszących jej ekosystemów. „Lampy, krzesła, telefony, dzbanki i większość z tego, co wypełnia przeciętny dom w dowolnym mieście, zostały zaprojektowane w miejscach takich jak Mediolan, aby być produkowane w miejscach takich jak Shenzhen i być używane (oraz wyrzucane) w miejscach takich ja Guayaquil”14. W nieskończenie skomplikowanym świecie jakiekolwiek wartościowanie etyczne, nie mówiąc już nawet o „świadomej konsumpcji”, staje się niewdzięcznym, zawikłanym wyzwaniem.

Na małą skalę dobrze uchwycił to teoretyk designu Cameron Tonkinwise, omawiający ukryte koszty i zyski płynące z drewnianego stołu15. Gdy na potrzeby stworzenia mebla zostaje ścięte drzewo, szereg gatunków traci wraz z nim swój dom (a być może również życie): ptaki, małe ssaki, insekty czy grzyby. Zniknięcie drzewa i migracja jego mieszkańców wpływa na okoliczny ekosystem, nawet kwestię jego oświetlenia czy jakości gleby. Wpływ ten, w naszych obecnych warunkach jest niepoliczalny i trudny do wartościowania, zwłaszcza gdy równanie etyczne zostanie uzupełnione o nowych beneficjentów materiału i wytworzonego z nich stołu. „Czy stuletnie drzewo i powiązane z nim flora i fauna […] są warte wszystkich rodzinnych posiłków, które byłyby znacznie mniej łatwe bez stołu? Czy stół powinien przetrwać co najmniej 100 lat posiłków i stać się pamiątką przekazywaną kolejnym pokoleniom?”16.

Projektowanie można rozumieć właśnie jako poszukiwanie równowagi w rachunku zysków i strat. Zadanie o tyle wymagające, że ludzki zysk da się aż nazbyt łatwo policzyć, ale większość nie-ludzkich kosztów i skutków designu pozostaje niejawna w nieskończenie powiązanym świecie. W klasycznym przykładzie Papanka zaprojektowanie pierwszego samochodu okazało się równoznaczne z zapoczątkowaniem olbrzymiej gałęzi ludzkiej cywilizacji, która zaowocowała między innymi powstaniem przedmieść-sypialni, możliwością zabijania na drogach dziesiątek tysięcy ludzi i zwierząt, a także kolosalne przekształcenia krajobrazu w każdym rejonie planety – „automobil oferuje nam typowy przypadek historii […] perwersyjności designu w użyciu”17. Timothy Morton wskazuje zaś na hiperobiekt foliowej torebki, która nie jest przeznaczona jedynie dla ludzi, ale również „dla mew, aby się nią dławiły”18. W jego wizji mrocznej ekologii nie jest to jednak zjawisko czysto negatywne. Jako osoby projektujące (i w ogóle ludzie) powinniśmy i powinnyśmy zdać sobie sprawę z tych obecnych w każdej rzeczy – sztucznej, naturalnej, ożywionej czy nie – uwikłań i pozwolić im na pełnię sprawczości. „Pozwolić plastikowej torebce być morderczynią ptaków”19.

„Ukryte” koszty designu i jego konsumpcji

Naiwnie byłoby udawać, że osoby projektujące nie zdają sobie dziś sprawy z rozległych kosztów podejmowanych przez nie działań projektowych. Mamy aż za dużo informacji na temat uwikłania produktów w katastrofę klimatyczną, ich „bagażu ekologicznego” związanego z materią, która została w procesie produkcji i dystrybucji przetworzona, spalona, zanieczyszczona czy rozproszona20. Mimo wszystko osoby projektujące wciąż decydują się na działania, w ramach których zdają się tę wiedzę ignorować. Przeciwnie do przytoczonego przykładu długowiecznego stołu zazwyczaj nie przetwarza się materiału w długotrwałą korzyść dla wielu pokoleń, ale w szybko zużywające się obiekty krótkotrwałego pożądania, napędzanego przez działy sprzedaży. Zygmunt Bauman już 20 lat temu jasno wskazywał, że na koniec XX wieku źródłem wartości stała się nie „trwałość i długofalowa użyteczność produktów, ale przyprawiająca o zawrót głowy szybkość ich cyrkulacji i przerobu, szybkość, z jaką starzeją się, trafiają na śmietnik i są zastępowane przez nowsze produkty”21.

Książkowym przykładem produktu zaprojektowanego właśnie na stymulowanie konsumpcji jest iPhone firmy Apple22. Opracowany w 2023 roku raport organizacji Population Matters, iCon: Apple, Consumption and the Future of the Planet, w wyczerpujący sposób rozkłada na czynniki pierwsze strategię sprzedażową tej korporacji i jej wpływ na środowisko naturalne. Geniusz marketingu Apple opierał się nie na podkreślaniu minimalistycznego wzornictwa autorstwa Jonathana Ive’a (ono posłużyło przede wszystkim do stworzenia tożsamości marki), ale na wykreowaniu iPhone’a na narzędzie poprawiające życie osoby kupującej23. Producent od lat skupia się nie na zaspokajaniu popytu na zaawansowane technologicznie smartfony, ale na kreowaniu go z roku na rok. Steve Jobs, współtwórca firmy, był ponoć znany z podkreślania, że osoby korzystające z jego produktów nie wiedzą, czego chcą, dopóki im się tego nie pokaże24. Budżet marketingowy firmy wynosił w 2023 roku 2,7 miliarda dolarów, co – jak przeliczono w omawianym raporcie Population Matters – mogłoby pozwolić na utrzymanie przez rok rezerwatu na 80% powierzchni puszczy amazońskiej lub zaspokoić potrzeby związane z wodą w 46 najsłabiej rozwiniętych krajach na świecie25. Zamiast tego firma sprzedaje ponad 400 smartfonów na minutę (dane z 2022 roku), a koszt środowiskowy każdego z nich jest szacowany na 70 kilogramów dwutlenku węgla, nie wspominając o kosztach towarzyszących niszczeniu ziemi czy ilościach odpadów generowanych przy wydobyciu niezbędnych do produkcji smartfonów metali, między innymi tantalu czy złota.

Ich kopalnie leżą jednak bardzo daleko od nas. Są przykrą codziennością ludzi, z którymi nie mamy (my, z globalnej Północy) właściwie nic wspólnego, poza dziwacznym splotem nie w pełni intencjonalnej eksploatacji i protekcjonalnego współczucia. Możemy oglądać przejmujące zdjęcia ich świata na naszych urządzeniach elektronicznych, przy których produkcji świat ten jest niszczony. I niestety ani użyta tu forma bezosobowa „jest niszczony” ani „my niszczymy” nie oddają pełni sytuacji. Etycznie wisimy gdzieś pomiędzy, żyjąc w czasach, w których nic nie jest proste, a obok postprawdy wyrasta prawda tak wielowątkowa i pofragmentowana, że nie da się jej pojąć.

Skala i złożoność produkcji przemysłowej

Apple, jako największa korporacja na świecie, ma doskonale udokumentowane procesy produkcji wraz ze wszystkimi kosztami ubocznymi – próba prześledzenia tych danych może jednak przyprawić o zawrót głowy26. Każdego dnia w 2022 roku firma Apple produkowała około 600 tysięcy smartfonów. Trwałość każdego z tych urządzeń jest szacowana na trzy – cztery lata, jednak firma znana jest ze stosowania szeregu strategii mających na celu zachęcenie osób użytkujących do częstszej wymiany produktu: planowane postarzanie (planned obsolescence) nie ma już, co prawda, miejsca po kilku głośnych pozwach, jednak nadal stosowane są metody takie jak niedostępność autoryzowanego serwisu dla starszych modeli, projektowanie akcesoriów niekompatybilnych z nimi lub postrzegane postarzanie produktu (perceived obsolescence), czyli działania marketingowe degradujące starsze modele własnego urządzenia w porównaniu z nowszymi. Od 2007 roku firma wypuściła 17 generacji swojego produktu, na które składa się 47 modeli smartfonów. W skład każdego z wyprodukowanych telefonów wchodzi kilkadziesiąt materiałów, w tym tak zwane „minerały ze stref konfliktu (conflict minerals), wydobywane często w warunkach przemocy i wyzysku: wolfram, cyna, tantal i złoto. Same tylko metale Apple pozyskuje z ponad 250 hut w 75 krajach, co daje obraz złożoności sieci dostawców. Surowe tworzywa trafiają następnie do jednego z ponad 200 podwykonawców, tworzących poszczególne komponenty i finalne smartfony – szacuje się, że elementy każdego urządzenia pokonują łącznie setki tysięcy kilometrów. Gotowy produkt również musi trafić do punktów sprzedaży. Apple raportuje w oficjalnych danych emisje związane z samym transportem na poziomie prawie dwóch milionów ton ekwiwalentu dwutlenku węgla. Ogólny ślad węglowy firmy to zaś 23 miliony ton rocznie – równy emisjom Chorwacji. Oprócz węgla warto zwrócić uwagę jeszcze na wodę – procesy produkcyjne i logistyczne Apple zużywają około 500 miliardów litrów wody rocznie, co stanowi trzy czwarte objętości jeziora Śniardwy lub równowartość ilości wody, która średnio w ciągu pięciu dni trafia z Wisły do Bałtyku. Ponad jedna trzecia raportowanego zużycia wody ma miejsce w rejonach zagrożonych suszą lub niedoborami wody pitnej. Nie wspominając już nawet o ograniczonym recyklingu i milionach ton odpadu elektronicznego, jakim co roku stają się przestarzałe iPhone’y.

Tylko że iPhone, jak każdy inny smartfon, umożliwia łączność z bliskimi i światem. Pozwala sprawdzić kluczowe informacje w internecie, także w momentach kryzysowych, realnie ratując ludzkie życia. Daje możliwość fotograficznego i filmowego zapisu wspomnień, a nawet wydarzeń historycznych, na niespotykaną wcześniej skalę (jak w przypadku masowo streamowanej heroicznej obrony Ukrainy od 2022 roku czy protestów w Iranie w 2025 roku). Czy wypływające z tego produktu korzyści uzasadniają negatywny wpływ na środowisko, jaki ma działalność Apple, największej firmy świata? W jakim punkcie przekroczona zostaje granica etyczności jej działań?

Zaproponowałbym poszukiwanie zaburzenia równowagi, niestety, we wzornictwie produktu, sprowadzonym do bardzo dosłownego „wytwarzania wzorów”. Różnice technologiczne pomiędzy kolejnymi wersjami iPhone’ów przestały być znaczące – nie są już innowacją. W materiałach marketingowych firma nie sili się na treści przejrzyste i zrozumiałe dla użytkujących. Coraz większy rozmiar ekranu jest najczęściej, co prawda, przedstawiany na czytelnych minimalistycznych infografikach, jednak specyfikacje techniczne potrafią przybierać formy wręcz absurdalne, na przykład iPhone 14 Pro był reklamowany jako wyposażony w ekran Super Retina XDR ProMotion Always-On wielkości 6,7 lub 6,1 cala, podczas gdy iPhone 13 miał zaledwie ekran Super Retina XDR o rozmiarze 6,1 lub 5,4 cala27. Cokolwiek oznaczają te nazwy własne i jakkolwiek opisywana różnica jest odczuwalna dla osoby bez biegłości technologicznej, która ogląda na telefonie seriale lub robi nim zdjęcia z wakacji. Kreowane co roku kolejne modele-wzory mają funkcje głównie estetyczne i pozycjonalne, są obiektami pożądania, symbolami statusu, nieodpowiadającymi na żadne potrzeby. Generują jedynie czysto finansowy zysk. Ponadto zmieniają wzorce zachowań osób użytkujących. Badania przeprowadzone w 2015 roku wskazały, że ludzie są zdecydowanie bardziej skłonni wyrzucić telefon z łatwo naprawialną usterką, jeżeli na rynku dostępna jest nowa wersja tego produktu28. Autorki publikacji trafnie wizualizują problem, przywołując kampanię reklamową, którą w 2012 roku wypuściła sieć komórkowa Virgin Mobile, zachęcając osoby użytkujące do takich nonszalanckich zachowań. Szereg zrealizowanych klipów pokazuje sytuacje, w których właściciel lub właścicielka telefonu dowiaduje się o nowej ofercie firmy i decyduje na pozbycie lub zniszczenie swojego urządzenia w humorystyczny sposób, odbierając mu jakąkolwiek wartość29, w ślad za jednym z bardziej sentencjonalnych zdań Victora Papanka „Tego, co wyrzucamy, nie udaje nam się docenić”30. Podobną narrację proponowała kontrowersyjna (i nieintencjonalnie wymowna) reklama Apple z 2024 roku, w której dziesiątki przedmiotów użytkowych zostało zniszczonych olbrzymią prasą hydrauliczną na potrzeby przekazania komunikatu, że wszystkie je jest w stanie zastąpić iPad31.

Legenda Apple

W kontekście opisywanej działalności Apple zaskakująca pozostaje renoma Jonathana Ive’a, przez lata odpowiedzialnego w tej firmie za projektowanie. Wymienia się go wśród najlepszych projektantów w historii, a internetowa encyklopedia społecznościowa Wikipedia ma nawet oddzielną stronę poświęconą jego nagrodom i wyróżnieniom32. Nie można odebrać mu zasługi, jaką jest zrewolucjonizowanie przed laty (wspólnie ze Steve’em Jobsem) myślenia o urządzeniach elektronicznych, zwłaszcza mobilnych, oraz interakcjach z nimi. Ive jest jednak również projektantem tworzącym ze świadomością przytoczonego wcześniej kosztu środowiskowego w sposób sugerujący premedytację w ignorowaniu problemów. Poza opisywanymi dziesiątkami kolejnych modeli smartfonów i mechanizmami ich postarzania, za jego kadencji jako chief design officera wprowadzono pionierskie rozwiązania utrudniające czy uniemożliwiające naprawę produktów: przyklejanie baterii do obudów, nowy rodzaj śruby utrudniający serwisowanie czy słuchawki AirPods, których nie da się otworzyć bez całkowitego zniszczenia produktu33. Słowami samego projektanta: „To, co tworzymy, jest świadectwem tego, kim jesteśmy. To, co tworzymy, opisuje nasze wartości. Opisuje nasze priorytety. Można spojrzeć na [jakiś produkt], który może powiedzieć: »Zostałem zaprojektowany, aby osiągnąć określoną cenę w konkretnym czasie. Więc dotrzymałem terminu. Możemy odpokutować w wolnym czasie, a cena jest tak niska, jak mieliśmy nadzieję«, lub można spróbować zaprojektować coś, co naprawdę próbuje popchnąć sektor do przodu”34.

Bez wątpienia można się zgodzić, że produkty Apple przez lata dokonywały rewolucji w zakresie elektroniki użytkowej. Zyski z nich można jednak liczyć jedynie w odniesieniu do naszego gatunku, bez szczególnego zainteresowania innymi stworzeniami, klimatem czy nawet wyzyskiem ludzi ryjących w ziemi w poszukiwaniu tantalu, których na smartfony zwyczajnie nie stać. Wartości promowane przez Ive’a za pośrednictwem tych produktów zdają się niepokojąco bliskie krytykowanym przez niego „określonym cenom w konkretnym czasie” – przynajmniej raz na rok. Nie wiadomo tylko, jaką formę przyjąć by mogła pojawiająca się w cytowanym fragmencie „pokuta w wolnym czasie”, gdy ofiara nierozważnych działań – planetarny ekosystem – nie ma czasu wolnego od ich skutków.

Olbrzymia skala produkcji odpowiadającej na sztucznie kreowany popyt jest zjawiskiem skrajnie negatywnym dla planety, czego nie zmienią żadne ambitne cele środowiskowe firmy Apple. Należy jednak oddać słuszność działaniom korporacji na rzecz ograniczania negatywnego wpływu na planetę – tryb jej działalności produkcyjnej i sprzedażowej nie oznacza, że Apple nie jest na swój sposób szczere ani że nie wprowadza znaczących zmian. Nie jest to tylko greenwashing. W rzeczywistości postępy Apple w minimalizowaniu wpływu na środowisko i najwyraźniej autentyczne zaangażowanie w tę kwestię sprawiają, że firma ta stanowi jeszcze cenniejszy przykład ograniczeń odpowiedzialności środowiskowej przedsiębiorstw oraz przesłaniania przez nią głębszych problemów i głębszych rozwiązań. Musimy przyjąć to, czego Apple nie dostrzega: ciągły cykl nowych produktów, wymagający zasobów i sprzyjający hiperkonsumpcji, jest niekorzystny niezależnie od najlepszych intencji firmy, aby zmniejszyć ich wpływ na środowisko35.

Nie moja odpowiedzialność…?

Obawiam się, że jako osoby konsumujące mamy w dużej mierze świadomość, a przynajmniej przeczucie, ukrywających się za każdym smartfonem (apple’owskim czy nie) kosztów. Tym niemniej zapewne większość z nas ma w tej chwili telefon w kieszeni lub w zasięgu ręki. Ktoś przecież te nowe modele rokrocznie kupuje, pragnie ich i czeka na ich premiery w ciągnących się przed sklepami kolejkach. A jest to tylko jeden z milionów projektowanych i produkowanych na świecie przedmiotów.

Nie chcemy wiedzieć o niewygodnych kosztach i uparcie spychamy je w podświadomość? Czy po prostu eskapistycznie zwracamy się ku konsumpcji, skoro świat i tak płonie? Hannah Arendt już w 1958 roku zauważała problem przytłoczenia nowoczesną rzeczywistością, w której celem funkcjonowania człowieka stawała się możliwość ucieczki od niej36. Oznaczało to jednak konieczność odrzucenia świata, odwrócenia się „od niesprawiedliwości, nierówności, czasem od rażącej przemocy”37, w stronę drobnych przyjemności, zachcianek, które nie są już motywowane nawet hedonizmem, ale raczej próbą izolacji od codziennych niewdzięcznych problemów38.

Żadne z nas nie jest przecież odpowiedzialne za miliardy litrów wody, które zużywa rocznie Apple. Jeden zakup niczego nie zmienia. Nie możemy znać wszystkich skutków ubocznych. To nie jest nasza odpowiedzialność. Prawda?

Publikacja 29.07.2026