Nr 29/2026 Sozologiczny design
5 Między grzybnią a poliestrem. Dlaczego rewolucja w modzie nie nadchodzi

Nr 29/2026 Sozologiczny design

  1. Wstęp 29

  2. Projektowanie wobec nieludzkiej skali i złożoności

  3. Znaczenie oceny cyklu życia w rozwoju produktu dla biznesu i zespołów projektowych

  4. Produkcja odpowiedzialna społecznie i ekologicznie

  5. Gęstość cyfrowa. Sustainable web design w praktyce

  6. Między grzybnią a poliestrem. Dlaczego rewolucja w modzie nie nadchodzi

  7. Z prochu w proch. Projektowanie ubrań według Yuimy Nakazaty

  8. Jak człowiek z gołębiem. Od „wrogiego designu” po międzygatunkową wspólnotę w mieście

  9. Design krytyczny wobec teorii spiskowych. Parafunkcjonalność i ekokrytyka w projektach Anthony’ego Dunne’a i Fiony Raby


5 Między grzybnią a poliestrem. Dlaczego rewolucja w modzie nie nadchodzi

Dlaczego mimo deklarowanej gotowości konsumentów do przejścia na modę przyjazną środowisku niemal 80% surowców używanych do produkcji odzieży nadal stanowią poliester i bawełna z intensywnego rolnictwa?

https://doi.org/10.52652/fxyz.29.26.5 

Etyczność metod produkcji odzieży i wybór używanych do tego celu surowców budzą kontrowersje nie od dziś. W latach 90. świat zachłysnął się markami fast fashion, dostarczającymi przystępnych cenowo produktów ready-to-wear, dla których inspiracją są najnowsze kolekcje z wybiegów. W Polsce, w okresie przejścia od peerelowskich pustek na półkach, możliwość nabycia niedrogich ubrań zgodnych z trendami była w zrozumiały sposób atrakcyjna. Ubrania zaczęły się sprzedawać na niewyobrażalną dotąd skalę. Wkrótce pojawiły się pytania, jak to możliwe i czyim kosztem. Odpowiedzi okazały się niewygodne.

Globalny przemysł modowy, wyceniany na ponad 2,5 biliona dolarów, jest jednym z najbardziej paradoksalnych sektorów gospodarki: motor wzrostu i zarazem jeden z największych sprawców degradacji środowiska. Według raportu Ellen MacArthur Foundation odpowiada za 8–10% globalnych emisji gazów cieplarnianych, 20% przemysłowych zanieczyszczeń wód ściekowych oraz wytwarzanie ponad 92 milionów ton odpadów tekstylnych rocznie. Ekwiwalent jednej ciężarówki ubrań trafia na wysypisko lub do spalarni co sekundę. Liniowy model „weź – wytwórz – wyrzuć” jest niezrównoważony, a problem pogłębia powszechny wyzysk pracowniczy1.

Mimo dostępnych technologii innowacje rozbijają się o systemowy mur. Jak wskazuje branżowy raport Materials Market Report 2025 (Textile Exchange), niemal 78% wszystkich surowców do produkcji ubrań stanowią dwa materiały: poliester z ropy naftowej (59% globalnej produkcji włókien) oraz bawełna z intensywnych, niezrównoważonych upraw (19%). To wynik dziesięcioleci przerzucania kosztów na środowisko i mieszkańców globalnego Południa2. Wyprodukowanie kilograma włókna bawełnianego pochłania od 10 do 20 tysięcy litrów wody, a uprawy bawełny odpowiadają za 16% globalnego zużycia środków owadobójczych. Cenę za ten model produkcji płacą przede wszystkim rolnicy i społeczności lokalne, narażeni na toksyczne substancje, których skutki zdrowotne ujawniają się dopiero po latach. Twarzą tego problemu jest historia teksańskiej rolniczki La Rhei Pepper, pokazana w filmie dokumentalnym The True Cost3. Wskutek wieloletniej ekspozycji na pestycydy stosowane na konwencjonalnych plantacjach jej mąż w wieku 50 lat zmarł na glejaka wielopostaciowego, a teść na białaczkę. Metaanalizy epidemiologiczne wskazują na ponad 20-procentowe podwyższone ryzyko raka mózgu, a także zwiększone ryzyko białaczki, wśród rolników z udokumentowaną ekspozycją na pestycydy. To doświadczenie nie jest jednostkowym dramatem, lecz typowym skutkiem przemysłowej uprawy bawełny. Właśnie dlatego Pepper od 1991 roku rozwija rolnictwo organiczne, stojąc na czele Texas Organic Cotton Marketing Cooperative i wspierając okolicznych farmerów w przechodzeniu na zrównoważone metody upraw4.

Odkłamywanie przemysłu skórzanego

Wyraźny opór wobec zmian wykazuje rynek galanterii skórzanej, wyceniany na 74 miliardy dolarów. Branża żyje wygodnym mitem, że naturalna skóra to zaledwie odpad z produkcji mięsa. Obaliła go Ola Jaskułowska, specjalistka w zakresie zrównoważonego zarządzania w biznesie, w 18. odcinku audycji Do koszyka5. Choć podcast jest źródłem popularnym, to syntetyzuje dane z platform branżowych (Statista), publikacji naukowych (ResearchGate, NCBI), raportów Collective Fashion Justice oraz efekty dziennikarstwa śledczego („The Guardian”, „Undark”). Poniższe liczby pochodzą z tego zestawienia.

Skóra nie jest produktem ubocznym. Jej produkcja stanowi niezależną gałąź gospodarki napędzającą masowy chów przemysłowy. Skóra bydlęca stanowi 65% światowej produkcji skórzanego surowca. Liderem są Chiny (około 25% rynku), drugie miejsce zajmuje Brazylia ze stadem 215 milionów krów, a Włochy importują brazylijski surowiec, znajdując dla niego zastosowanie w luksusowych domach mody.

Karczowanie lasów pod tereny hodowlane odpowiada za 80% wylesienia Amazonii. Aby dostarczyć surowca na 10 torebek, niszczy się hektar puszczy. Ślad węglowy partii produkcyjnej nierzadko przekracza 110 kilogramów dwutlenku węgla, a wyprodukowanie jednej torby pochłania ponad 17 tysięcy litrów wody, czyli odpowiednik tego, co przeciętny człowiek wypija przez blisko 23 lata.

Największe obciążenie dla środowiska pochodzi z garbarni. Aż 90% powszechnie używanych skór poddawanych jest obróbce z użyciem chromu, w tym silnie rakotwórczego chromu sześciowartościowego. Cały proces wykorzystuje około 170 chemikaliów, między innymi siarczany, formaldehyd i arsen. Uciekając przed regulacjami unijnymi, przemysł przeniósł produkcję na globalne Południe. W Dhace garbarnie z dzielnicy Hazaribagh wylewały do rzeki Buriganga 22 miliony litrów ścieków dziennie. Po relokacji zakładów do dystryktu Sawar problem się nie skończył, tylko przeniósł. Według raportów lokalnych NGO przytaczanych przez Jaskułowską do 90% pracowników tego sektora w Bangladeszu umiera przed 50. rokiem życia. Liczba pochodzi ze źródeł aktywistycznych, nie epidemiologicznych, i wymaga ostrożnej interpretacji, ale skala obciążeń zdrowotnych nie budzi sporu.

Przypadek skóry odsłania schemat powtarzający się w kolejnych sektorach: barierą zmiany nie jest brak wiedzy, lecz utrwalony łańcuch dostaw, w którym koszty środowiskowe i zdrowotne nie składają się na cenę finalnego produktu.

Inspiracja biomimetyką, czyli biotekstylia nowej generacji

Skoro przemysł skórzany jest tak destrukcyjny, czy istnieje dla niego realna alternatywa? Inżynierowie i materiałoznawcy szukają jej od dekad – nie tylko w laboratorium, ale też w przyrodzie. Dyscyplinę, która zajmuje się tym systematycznie, nazwała w 1997 roku amerykańska biolożka Janine Benyus w książce Biomimicry: Innovation Inspired by Nature6, definiując ją jako „świadome naśladowanie geniuszu życia”. Biomimetyka ma już swoją listę spektakularnych sukcesów, których obszerny przegląd Benyus przedstawiła między innymi w głośnych wystąpieniach TED. Brytyjska inżynierka dr Anna Ploszajski w wykładach dla The Royal Institution7 i w książce Handmade: A Scientist’s Search for Meaning through Making8 jako swój ulubiony przykład materiału inteligentnego przytacza szyszkę: jej higroskopijna budowa sprawia, że w suche dni łuski otwierają się, by rozsiewać nasiona, a w wilgotnym środowisku zamykają, chroniąc wnętrze. Rzep (Velcro) powstał w 1955 roku, gdy inżynier George de Mestral obejrzał pod mikroskopem nasiona łopianu uczepione do sierści jego psa. Aerodynamika pociągu Shinkansen została przeprojektowana w latach 90. na podstawie analizy dzioba zimorodka. Każdy z tych przykładów zaczynał się od pytania, które dziś zadają sobie projektanci biotekstyliów: jak zrobić to, co od dawna natura robi lepiej i taniej?

Idąc tym tropem i wdrażając zasady gospodarki o obiegu zamkniętym, laboratoria wykreowały nową falę biotekstyliów – z odpadów rolniczych i resztek przetwórstwa spożywczego. Analiza dziewięciu pionierskich firm Andrew Burnstine’a i Andrei Camargo, opublikowana w „Cleaner and Circular Bioeconomy”, dostarcza przekrojowego obrazu tej rewolucji9.

Najlepiej znanym przykładem jest Piñatex – wytrzymały materiał z włókien liści ananasa, dotąd używanych jako odpad. Jego pozyskiwanie nie wymaga dodatkowej wody, ziemi ani pestycydów, a rolnikom daje nowe źródło dochodów; korzysta z niego ponad tysiąc marek, od H&M po Hugo Bossa. Zjawisko objęło też lokalne rynki. Marka Sofix – w PRL działająca w Radomiu, reaktywowana i produkująca obecnie w Myszkowie w województwie śląskim – wprowadziła model trampek z Piñatexu, nagrodzony w 2021 roku w plebiscycie must have na Łódź Design Festival. Dziś buty znikają z oferty: na stronie producenta nie są już promowane, a w jednym z partnerskich sklepów końcówki partii schodzą po obniżonej cenie. Wegański model kosztował 469,99 zł, podczas gdy skórzane sneakersy tej samej marki i tej samej linii sprzedawane są dziś po 379 zł – o blisko jedną czwartą taniej. Pierwsza bariera systemowa, która wkrótce dopadnie Mylo, działa też w polskiej manufakturze. Roślinny surowiec przegrywa cenowo10.

Inne firmy idą podobną ścieżką, każda ze swoim surowcem: szwajcarski Bananatex (włókna bananowca z regeneratywnego agroleśnictwa, z grupy nielicznych biotekstyliów rzeczywiście biodegradowalnych), meksykańska Desserto (skóra z kaktusa, którego plantacje pełnią funkcję magazynów dwutlenku węgla), włoska Vegea (wytłoki winiarskie), tyrolski Frumat (obierki jabłek), tajwańska S.Café (fusy kawowe wtopione w włókna polimerowe). Bywają też innowacje, które przekształcają problem ekologiczny w surowiec: amerykańska Inversa Leathers tworzy galanterię ze skóry skrzydlicy – inwazyjnego gatunku ryby pustoszącej rafy koralowe. Jej celowy odłów – wcześniej nieopłacalny, bo skrzydlica nie miała wartości handlowej w porównaniu z homarem czy langustą – stał się możliwy dzięki popytowi na jej skórę w branży modowej. Dochody ze sprzedaży pozwalają Inversie gwarantować rybakom odkup połowu i premie, co bezpośrednio przekłada się na ochronę raf koralowych. Współpracę z marką nawiązały Gucci i Chloé.

Dziewięć dni kontra pięć lat

Największy entuzjazm w branży wzbudziła grzybnia. Dr Dan Widmaier, założyciel kalifornijskiej spółki Bolt Threads, tłumaczył ze sceny TED, że wyjątkowa wytrzymałość skóry cielęcej wynika z jej mikrostruktury – trójwymiarowo splątanej sieci włókien kolagenowych, która odpowiada za elastyczność i odporność na rozrywanie. Większość tkanin w naszych szafach to dzianiny lub tkaniny płaskie, tworzone z jednej ciągłej nici. Widmaier zadał pytanie: czy natura nie wypracowała zwierzęcego odpowiednika?

Odpowiedź przyszła ze świata grzybów. Poniżej owocników rozciąga się grzybnia – sieć włóknistych strzępek rozkładających materię organiczną. Jej mikrostruktura okazała się uderzająco podobna do kolagenu. Bolt Threads opracował materiał nazwany Mylo, który rośnie na trocinach w pionowych farmach zasilanych energią odnawialną, dojrzewa w niespełna dwa tygodnie i wygląda jak wysokiej jakości skóra cielęca.

Przewaga nad hodowlą zwierzęcą jest wymierna. Do wyhodowania kilograma Mylo wystarcza niecały metr kwadratowy hali, a wyprodukowanie kilograma wołowiny wymaga około 97 metrów kwadratowych ziemi. Te liczby przyciągnęły inwestorów. Do konsorcjum weszły dom mody Stelli McCartney, grupa Kering (właściciel między innymi marek Gucci i Balenciaga), Lululemon i Adidas, a wśród partnerów znalazł się także Mercedes-Benz. Adidas wypuścił koncepcyjny model butów Stan Smith z Mylo, a Stella McCartney – torebkę Frayme. Cena Mylo zrównała się z ceną wysokiej jakości skóry cielęcej. Jednak latem 2023 roku wszystko stanęło11.

Zderzenie technologii ze ścianą kapitalizmu

Bolt Threads ogłosiło bezterminowe wstrzymanie produkcji Mylo z powodu braku finansowania. Ada Michalak w „Rzeczpospolitej” tłumaczy, że przyczyną nie była technologiczna słabość grzybni – materiał działał. Start-up dotarł do punktu zwanego w żargonie funduszy venture capital doliną śmierci: miał świetny produkt, ale potrzebował kolejnych setek milionów dolarów na skalowanie produkcji do poziomu przemysłowego. Źródło finansowania wyschło.

Zbiegły się trzy niekorzystne czynniki. Inflacja i rosnące stopy procentowe zakończyły erę taniego pieniądza, a finansowanie kapitałochłonnego skalowania stało się niemal niemożliwe dla firm jeszcze nierentownych. Fundusze venture capital z dnia na dzień przerzuciły środki z greentechu na sztuczną inteligencję. Wreszcie giganci modowi z konsorcjum, obawiając się dalszych strat, odmówili dołożenia własnego kapitału, czekając na gotowy, masowy produkt – którego Bolt Threads bez ich pomocy nie mogło dostarczyć. Wynalazczość okazała się więc niewystarczającą odpowiedzią na pytanie postawione we wstępie: rynek nie nagrodził lepszego materiału, bo nie miał kto sfinansować przejścia od prototypu do masowej produkcji12.

Bariery, których technologia nie pokona sama

Mylo nie było pierwsze. Wcześniej upadła szwedzka Renewcell, której technologia recyklingu zużytej bawełny w nowe włókno uchodziła za przełomową. Oba bankructwa obnażają systemowe blokady. Można je policzyć – jest ich sześć13.

Pierwszą i najtrudniejszą są koszty skali. Wegańskie odpowiedniki produkowane w małych partiach nie są w stanie konkurować cenowo z masowym poliuretanem ani z tanią skórą zwierzęcą. Bioprzędze pozostają droższe niż dotowana bawełna i wszechobecny poliester.

Kolejne trzy bariery techniczne działają w podobnym mechanizmie. Trwałość: alternatywne materiały roślinne bez syntetycznych powłok bywają mniej odporne na przetarcia niż gruba skóra ssaka. Logistyka: odpady rolnicze są rozproszone po tysiącach gospodarstw, a ich zebranie i transport, zwłaszcza w krajach o słabej infrastrukturze, generują wysokie koszty i niemały ślad węglowy. Obciążenia dla globalnego Południa: masowy skup odpadów rolniczych grozi odebraniem lokalnym społecznościom darmowej paszy i naturalnego nawozu, zmuszając rolników do sięgania po chemiczne odpowiedniki.

Piąta bariera, pułapka biodegradowalności, jest jednym z bardziej przemilczanych tematów w komunikacji marek zrównoważonych. Wiele popularnych materiałów alternatywnych dla skóry – AppleSkin, Desserto, Piñatex – nie zachowałoby formy bez syntetycznego spoiwa, którym najczęściej jest poliuretan (zwykle w wersji wodnej). Gotowy produkt jest kompozytem i nie rozłoży się w przydomowym kompostowniku. Aby oddzielić biomasę od polimerów, potrzebny jest zaawansowany recykling chemiczny lub wyspecjalizowana kompostownia przemysłowa, których w istniejącej infrastrukturze niemal nie ma. Hybrydowe materiały trafiają więc na wysypiska lub do spalarni.

Konsument, który mówi co innego, niż robi

Szósta bariera ma już wyraźnie inną naturę – nie leży po stronie technologii, surowców ani logistyki, lecz w psychologii zakupowej. W ankietach większość konsumentów zapewnia, że zależy im na klimacie, warunkach pracy przy produkcji odzieży i losie Amazonii. Przy sklepowej półce wygrywają jednak niska cena i estetyka. Zjawisko opisano w literaturze jako attitude-behaviour gap. Klienci patrzą przy tym na ekologiczne nowości z rezerwą, zmęczeni kolejnymi falami greenwashingu.

Skala problemu nie jest mała. W 2020 roku sieć Consumer Protection Cooperation, koordynowana przez Komisję Europejską, sprawdziła 344 deklaracje ekologiczne w handlu internetowym. W 42% przypadków organy konsumenckie uznały, że treści były przesadzone, fałszywe lub mylące, a w blisko 60% przypadków producent nie zapewnił łatwo dostępnych dowodów na poparcie swoich twierdzeń. Inne, szersze badanie komisji z tego samego roku, obejmujące 150 deklaracji, wykazało, że 53,3% z nich było nieprecyzyjnych lub nieuzasadnionych, a 40% w ogóle niepopartych dowodami. Konsumenci nie są więc paranoiczni, ale realistycznie nieufni14.

Mechanizm tej blokady opisuje teoria dyfuzji innowacji Everetta Rogersa. Nabywcy dzielą się na pięć grup: innowatorów (2,5%), wczesnych użytkowników (13,5%), wczesną i późną większość oraz maruderów. Odzież cyrkularna dotarła już do dwóch pierwszych grup, ale dalej nie idzie, bo bariery cenowe, jakościowe i wizerunkowe powstrzymują ją przed podbojem masowego rynku.

Warto jednak ostrożnie wyważyć rolę jednostki. Indywidualne wybory są realnie znaczące w wąskim, ale mierzalnym obszarze: wydłużanie cyklu życia ubrania (kupowanie rzadziej, naprawianie, kupowanie używanego) ma według Ellen MacArthur Foundation kilkukrotnie większy wpływ na ślad środowiskowy szafy niż wybór „lepszego” surowca w nowym produkcie. Bojkot konkretnych marek po skandalach (Rana Plaza, Burberry) realnie wymuszał zmiany polityk korporacyjnych15. Iluzoryczne są natomiast wybory między dwoma podobnymi produktami w sklepie na podstawie zielonej etykiety. Tu, jak pokazują dane Komisji Europejskiej, klient w blisko połowie przypadków zostaje wprowadzony w błąd. Błędna jest też wiara, że suma indywidualnych decyzji wystarczy, aby przesunąć udział w rynku poliestru i bawełny z 78% na poziom umożliwiający funkcjonowanie biotekstyliów na masową skalę. Żaden niszowy produkt nie staje się standardem branżowym sam z siebie. Potrzebuje albo drastycznej zmiany cen (co wymaga skali), albo regulacji (co wymaga politycznej woli), albo obu jednocześnie.

Siła biznesu regeneratywnego

Upadek Mylo i Renewcell pokazuje, że sama wymiana surowca to za mało – potrzeba innego modelu biznesowego. Na czoło zrównoważonego nurtu wysuwa się dziś idea biznesu regeneratywnego, którego celem nie jest minimalizowanie szkód, lecz aktywne odnawianie natury wyniszczonej przez stary przemysł. Przekonujące przykłady przyjmują dwie formy: rzemieślniczą i inżynierską.

W wariancie rzemieślniczym przykładem operacyjnej zmiany jest francuska marka sneakersów Veja, której produkcja odbywa się w Brazylii. Założyciele odrzucili tanią syntetyczną gumę i nawiązali współpracę bezpośrednio z seringueiros – tradycyjnymi społecznościami kauczukarzy z rezerwatu Chica Mendesa w stanie Acre, zrzeszonymi w spółdzielni Cooperacre.

Veja gwarantuje im stały zbyt i stawki kilkakrotnie wyższe od rynkowych16, pokazując, że ochrona drzewa kauczukowego jest finansowo bardziej opłacalna niż wycinanie puszczy pod pastwiska. Markę stać na taką hojność, bo nie wydaje ani grosza na reklamę, a ta stanowi normalnie nawet 70% ceny sneakersa. Oszczędności trafiają do dostawców i są inwestowane w jakość materiałów. Buty kosztują tyle co mainstreamowe marki. Popyt rośnie oddolnie, ponieważ sama historia marki – godna praca dla seringueiros, ochrona Amazonii, organiczny kauczuk – okazała się na tyle atrakcyjna dla mediów, że dziennikarze i blogerzy piszą o niej z własnej inicjatywy. Dodatkowy rozgłos dają celebryci. Bez umowy sponsoringowej buty Veja noszą między innymi Emily Ratajkowski, Kate Middleton i Meghan Markle17.

Inny model upcyklingu reprezentuje brytyjska marka kaletnicza Elvis & Kresse, która odzyskuje zużyte londyńskie węże strażackie i przerabia je w torby i akcesoria18. To przyciągnęło uwagę Burberry – w 2017 roku Burberry Foundation ogłosiła pięcioletnie partnerstwo, w ramach którego co najmniej 120 ton ścinków skórzanych z produkcji koncernu trafiało do warsztatu Elvis & Kresse. Współpraca okazała się PR-ową polisą. W lipcu 2018 roku ujawniono, że Burberry zniszczyło niesprzedane produkty warte ponad 37 milionów dolarów, broniąc się przed podróbkami i wyprzedażami. Globalna krytyka zmusiła koncern do zmiany polityki – paleniu towarów położono kres, a istniejąca współpraca z Elvis & Kresse stała się wizytówką nowego, „odpowiedzialnego” Burberry. Firma nie ujawnia, ile ścinków produkcyjnych generuje rocznie, ale 120 ton rozłożone na pięć lat to około 24 tony rocznie – ilość, którą mała pracownia kaletnicza jest w stanie ręcznie przerobić. Jest to więc skala gestu, a nie systemowej zmiany19.

Inżynierską odpowiedź na ten problem proponują skandynawskie startupy. Fińska Spinnova przędzie nici z naturalnej celulozy bez użycia szkodliwych chemikaliów, w pełni zautomatyzowanym procesie mechanicznym. Jej rodaczka Infinited Fiber Company potrafi przetworzyć stertę zużytych ubrań w nowe włókno przypominające bawełnę. Obie firmy pracują nad zamknięciem obiegu materiałów tekstylnych, w którym odpad stanie się surowcem20.

W obu wariantach – rzemieślniczym i inżynierskim – istota jest ta sama: zmiana modelu, w którym powstaje wartość. Nie chodzi o wymianę jednej nici na drugą, ale o pytanie, czyja praca i jakie ekosystemy są źródłem tego, co kupujemy.

Problem nie leży w surowcu

Odpowiedź na pytanie postawione we wstępie ma makroekonomiczne podłoże. Barierą nie jest jakość grzybni ani przędzy ananasowej, lecz zjawisko zwane zależnością ścieżkową (path dependence). Cały globalny system przędzalni, produkcji farb i maszyn szwalniczych, łańcuchów dostaw i nawyków konsumenckich jest zbudowany wokół poliestru i bawełny, a koszty zmiany są tak wysokie, że wszystko pozostaje w zastanych torach. Wielcy producenci eksternalizują konsekwencje środowiskowe i nie płacą za nie żadnej ceny rynkowej. Dopóki bawełna jest dotowana, a karczowanie Amazonii – legalne lub bezkarnie nielegalne, dopóty biodegradowalny Bananatex pozostanie ciekawostką dla zamożnych idealistów.

Nadzieja, że kryzys rozwiąże się sam, gdy w laboratorium pojawi się kolejna cudowna nić, jest złudzeniem. Mylo było cudowną nicią, Renewcell – też. Technologia zadziałała, ale system jej nie przyjął. Prawdziwa zmiana wymaga globalnych regulacji – podatku węglowego, mechanizmów rozszerzonej odpowiedzialności producenta, przejrzystości łańcucha dostaw, zakazu niszczenia niesprzedanego towaru. Konsument odgrywa w tym procesie rolę istotną, choć nie główną – może wymagać przejrzystości, wydłużać cykl życia ubrań, popierać regulacje. Jak ujęła to brytyjska prekursorka mody etycznej dr Kate Fletcher: „Zrównoważony rozwój to nie tylko wymiana żarówek; to zmiana całych systemów”21.

Publikacja 29.07.2026