Nr 26/2025 Projektowanie dla miasta
5 Zadziczacze

Nr 26/2025 Projektowanie dla miasta

Biblioteka
  1. Wstęp 26

  2. SIW i SIM Rybnika – wdrożenie idealne nie istn…

  3. Miejska przyszłość intencjonalna – wnioski z projektowania i realizacji procesu partycypacyjnego dla dzielnicy Wesoła w Krakowie

  4. Pętla długowieczności – nowa metoda projektowania, która pomaga żyć lepiej i dłużej

  5. Wellbeing w miastach przyszłości – jak zmiany klimatyczne i wzrost temperatur wpłyną na dobrostan mieszkańców miast?

  6. Zadziczacze

  7. Przestrzenie sąsiedzkie. Przestrzenie publiczne jako przestrzenie wzmacniające więzi społeczne

  8. Dzieci w przestrzeni miejskiej.​​ Partycypacyjne strategie w praktyce designerskiej

  9. Projektując przyziemie, projektujesz życie… lub jego brak

  10. Projektowanie miasta – historia drugiej młodości ogródka jordanowskiego w Raciborzu*


5 Zadziczacze

Renaturyzator, rewilder lub swojski zadziczacz. Dlaczego potrzebujemy specjalisty od dzikości w mieście?

https://doi.org/10.52652/fxyz.26.25.5 

Jeśli próbujemy wyobrazić sobie świat za dekadę lub dwie i jesteśmy przy tym niepoprawnymi optymistami, widzimy społeczeństwo, które dostrzegło znaczenie terenów zieleni. Tworzenie nowych parków oraz ogrodów społecznych stało się powszechne. Jednak te działania okazały się niewystarczające. Dlatego potrzebny był kolejny krok – zadziczanie miast.

Obszary zabudowane przechodzą proces renaturyzacji. Miasta zatrudniają eksperta (możemy go nazwać renaturyzatorem, rewilderem albo – bardziej swojsko – zadziczaczem), odpowiedzialnego za planowanie kompleksowych przekształceń w strukturze urbanistycznej, mających na celu wprowadzenie większej liczby drzew, krzewów, pnączy oraz elementów wodnych, takich jak niecki retencyjne czy ogrody deszczowe.

Równocześnie mieszkańcy zgłaszają obszary, gdzie możliwe są punktowe interwencje. Korzystają ze specjalnej aplikacji, która pozwala szybko zidentyfikować problem i wprowadzić odpowiednie rozwiązania.

Zadziczacze ściśle współpracują ze specjalistami od bioróżnorodności. Ich działania obejmują zarówno tworzenie nowych terenów zieleni, jak i analizowanie obszarów dotychczas uznawanych za „zielone”, pod kątem konieczności ich przebudowy. Regularnie koszone trawniki są zamieniane na kwietne łąki, a sterylne przestrzenie parkowe wzbogacane o krzewy, które przyczyniają się do zwiększenia bioróżnorodności.

Istnieje także specjalny zespół, który troszczy się o miejsca przejęte przez naturę, określane mianem czwartej przyrody, starając się jak najmniej ingerować w ich naturalny rozwój.

Te cztery obszary – urbanistyka dzikości, zielona akupunktura, zazielenianie zielonegozamierzone zaniechanie – przenikają się i uzupełniają. Przyjrzyjmy się, jakie działania mogłyby zostać powierzone zespołowi miejskiego rewildera.

Wszystkie ilustracje w tekście pochodzą z cyklu fotografii Anny Komorowskiej Dróżki kalwaryjskie. Seria prezentuje krakowską ul. Kalwaryjską i jej okolice od dzikiej strony. Tytuł cyklu nawiązuje do dróżek maryjnych w Kalwarii Zebrzydowskiej

Urbanistyka dzikości

„Łatwiej wycinać drzewa niż budować na wodzie” – pisał Aleksander Böhm, tłumacząc, dlaczego rzeki w mieście wykazują większą odporność na „inwazję urbanizacyjną” niż zieleń1. Nie do końca jest to prawda. Znane są przecież liczne przykłady chowania rzek w zamkniętych kanałach. Jednak te, które pozostały odsłonięte, nawet jeśli ujęte w betonowe ramy, pozostają ważnymi korytarzami ekologicznymi i kanałami przewietrzania miasta. Rzeki nie urywają się nagle. Tworzą sieci, które pełnią funkcje nie tylko ekologiczne, ale również rekreacyjne i komunikacyjne.

Koncepcja Parków Rzecznych w Krakowie inspirowana była Szmaragdowym Naszyjnikiem (Emerald Necklace) zaprojektowanym w 1895 roku przez Fredericka Lawa Olmsteda. System parków łączących Boston z Brooklinem w stanie Massachusetts rozciągał się wzdłuż trzech rzek. Projekt zakładał ochronę naturalnego krajobrazu rzecznego, poprawę warunków sanitarnych i hydrologicznych, a także zmniejszenie podziałów społecznych poprzez stworzenie przestrzeni, która będzie zdrowa, bezpieczna i dostępna dla wszystkich mieszkańców2.

Krakowskie parki rzeczne obejmują publiczne tereny zieleni rozciągające się wzdłuż doliny Wisły i jej dopływów. Zgodnie z przyjętymi kierunkami rozwoju i zarządzania zielenią w mieście obszary te powinny zachować charakter naturalny lub półnaturalny, a ich głównym zadaniem jest pełnienie funkcji wodno-lądowego korytarza ekologicznego. Podkreśla się ich znaczenie dla ochrony siedlisk o wysokiej bioróżnorodności, ale jednocześnie ich rekreacyjny potencjał. Parki rzeczne odgrywają również role wentylacyjne, edukacyjne, przeciwpowodziowe i retencyjne. Każdy z nich powinien mieć wyznaczoną strefę ochrony, gdzie nie dopuszcza się żadnej zabudowy i zachowuje się jak najbardziej naturalny charakter oraz strefę buforową, gdzie mogą znaleźć się trasy pieszo-rowerowe, place zabaw czy miejsca wypoczynku. Ponieważ każda rzeka ma swoją specyfikę, sposób zagospodarowania powinien być dopasowany do konkretnej sytuacji. W niektórych miejscach zakłada się poprowadzenie ścieżki tylko po jednej stronie, z zachowaniem nienaruszonej enklawy przyrodniczej po drugiej. W innych sugerowane jest powiększenie strefy ochrony, ze względu na silnie meandrującą rzekę. W planowaniu zieleni całkowicie wyklucza się gatunki obce3.

Aby stworzenie w pełni działającej sieci parków rzecznych było możliwe, konieczne są wykupy gruntów, uzupełnienie planów miejscowych i zagospodarowanie kolejnych odcinków.

Zielona akupunktura

247 metrów kwadratowych. Tyle ma las posadzony w Rybniku przez organizację Forest Maker. To jeden z 25 mikrolasów rosnących w Polsce, zwanych też lasami kieszonkowymi lub lasami Miyawakiego. Na całym świecie zasadzono ich tysiące, często na zdegradowanej glebie w centrach miast. Powstają dzięki badaniom prowadzonym od lat 70. przez japońskiego botanika, Akirę Miyawakiego, który wraz ze swoimi uczniami posadził ponad 40 milionów drzew4. Dziś jego dziedzictwo kontynuowane jest przez takie organizacje jak Sugi, Afforest czy wspomniany przed chwilą Forest Maker.

W rybnickim mikrolesie rośnie 600 drzew i krzewów, co daje średnio 2–3 sadzonki na metr kwadratowy. To bardzo duże zagęszczenie, które powoduje, że rośliny mocno konkurują o światło i wodę, a to przyczynia się do ich szybkiego wzrostu. Taki las rośnie 2,5 raza szybciej niż las tradycyjny5. Do przygotowania podłoża wykorzystuje się tylko i wyłącznie lokalny kompost, nigdy substrat z torfowisk. W rybnickim lesie znajdziemy 34 gatunki drzew i krzewów, wszystkie rodzime. Po trzech latach pielęgnacji stanie się samowystarczalny i odporny. Zwykle przyjmuje się ponad 97% sadzonek. Szacuje się, że las tej wielkości jest 18 razy bardziej bioróżnorodny niż las gospodarczy – miejsce do życia znajdzie tu 500 gatunków roślin, zwierząt i grzybów6.

Jednym z argumentów przytaczanym przez zwolenników mikrolasów jest sekwestracja dwutlenku węgla. Według jednych źródeł jest to 250 kilogramów dwutlenku węgla rocznie na las o powierzchni około 200 metrów kwadratowych. Według innych 19 ton. Badania wskazane w raporcie Urban Forests z 2020 roku wykazują, że 100 metrów kwadratowych lasu rekompensuje roczną produkcję dwutlenku węgla przez jednego Europejczyka. Wydaje się, że to niedużo, więc raczej nie na tych wartościach powinniśmy się skupiać. Mikrolasy oferują jednak inne usługi ekosystemowe. Temperatura wewnątrz lasu jest kilka stopni niższa od otoczenia (miejska wyspa chłodu), a poziom hałasu spada o 10 decybeli. Drzewa zatrzymują 15% mikrocząstek zanieczyszczających powietrze. Las ogranicza też spływ powierzchniowy wody, co odciąża systemy kanalizacyjne, podnosi wilgotność powietrza i ogranicza ryzyko powodzi. Ponadto obecność drzew w naszym otoczeniu wpływa na samopoczucie i zdrowie. Towarzystwo lasu pozwala zredukować stres i poczucie niepokoju, zmniejsza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i chorób układu oddechowego7.

Zazielenianie zielonego

Strefy biocenotyczne to obszary „wydzielone w celu ochrony różnorodności biologicznej i dzikiego życia […]. Najczęściej sprawiamy, że tworzą się samoistnie dzięki ograniczeniu prac na danym terenie […]. Czasami dosadzamy rodzime gatunki drzew i krzewów (najlepiej pochodzące z najbliższej okolicy), choć preferujemy naturalną sukcesję. Zakładamy też mikrostrefy, małe przestrzenie na terenach zabudowanych, atrakcyjne dla ptaków (na przykład wróbli), drobnych ssaków (w tym jeży), płazów, owadów, grzybów, porostów i mikrofauny glebowej”. Zaleca się zmniejszenie intensywności koszenia i wyłączanie całych obszarów z koszenia, ponieważ „wpływa to pozytywnie na bioróżnorodność; zwiększa się ilość zatrzymywanej wody; wzrasta odporność na susze; poprawia się miejski mikroklimat; zmniejsza się wykorzystanie energii, paliw kopalnych; ogranicza się hałas”. Wydziela się również strefy, na których zaprzestaje się grabienia liści, co „poprawia warunki glebowe – rozkładające się liście użyźniają glebę; sprzyja bioróżnorodności, między innymi bezkręgowców, ssaków i płazów; sprzyja pojawianiu się roślinności spontanicznej; zatrzymuje wilgoć w glebie i zastępuje ściółkę; zmniejsza ślad węglowy związany z transportem zebranych liści; zmniejsza koszty utrzymania zieleni”. Dla lepszego odżywienia roślin stosuje się nawozy organiczne, podczas gdy nawozy mineralne stosuje się „wyłącznie, gdy nawożenie organiczne nie przynosi oczekiwanych rezultatów”. W przypadku ochrony roślin „środki chemiczne stosujemy w ostateczności, gdy niekorzystny wpływ organizmu szkodliwego zdecydowanie przewyższa negatywne konsekwencje dla środowiska wynikające z używania danego preparatu”8.

Powyższe fragmenty nie pochodzą z podręcznika dla świadomych ekologicznie ogrodników, ale z dokumentu Standardy utrzymania terenów zieleni w miastach, opracowanego przez Fundację Sendzimira oraz Zarządy Zieleni Miejskiej w Krakowie i Wrocławiu. W proces tworzenia zaangażowane były również inne miasta, a grupa robocza składała się z przedstawicieli i przedstawicielek instytucji zarządzających terenami zieleni z 35 miejscowości. Każde miasto, które chce wdrożyć standardy u siebie, wypełnia deklarację przystąpienia i otrzymuje licencję.

Treść standardów dostępna jest na stronie Fundacji Sendzimira i zawiera dużo szczegółowych wytycznych. Szczególnie warta uwagi jest jednak inna publikacja – wersja skrócona standardów, opracowana w formie broszury, która służy do edukacji mieszkańców. Jak podkreślają autorzy opracowania, skuteczne komunikowanie mieszkańcom miast wprowadzanych zmian w sposobie zarządzania zielenią miejską zmniejsza ryzyko ewentualnych konfliktów. Potwierdzają to również doświadczenia innych państw. Paryż, realizując swój plan budowania bioróżnorodności, postawił na edukację, ponieważ wprowadzane zmiany „niekiedy mogą być uważane przez mieszkańców za chaotyczne” i budzą skrajne emocje. „Zmienia się bowiem wielkomiejski krajobraz przestrzeni Paryża i to, jak jest odbierany, co sprawia, że potrzebne jest nowe sformułowanie wzorców kształtowania zieleni miejskiej”9.

Poza publikacją dla mieszkańców Fundacja Sendzimira przygotowała kampanię Dzika Strona Miasta10 i przeprowadziła badanie, którego celem było sprawdzenie, jaki stosunek do „dziczejącej” miejskiej przyrody mają mieszkańcy. Z raportu z badań wynika, że „mieszkańcy miast najlepiej rozumieją, czemu służą lasy miejskie i łąki kwietne. Nieco mniej z nich rozumie sens ograniczania koszenia i grabienia, czy wydzielania stref biocenotycznych. Ponad połowa badanych nie wie natomiast czemu służą: pozostawianie martwego drewna, renaturyzacja zbiorników i cieków wodnych, pozostawianie czwartej przyrody (…). Ponieważ są to bardzo korzystne praktyki dla miejskiej bioróżnorodności, a spotykają się z mniejszą akceptacją, to warto zwrócić uwagę na zwiększenie świadomości mieszkańców, czemu służą. Lepsze zrozumienie niewątpliwie może przełożyć się na wyższy poziom akceptacji tego rodzaju zmian w miejskiej przyrodzie”11.

Zamierzone zaniechanie

Opuszczona linia kolejowa, nieużywana przez wiele lat – dziś miejsce do spacerowania i przestrzeń dla przyrody. Taki opis wielu osobom może skojarzyć się z High Line w Nowym Jorku. Proponuję jednak opowieść o innym, z wielu względów ciekawszym, miejscu.

W XIX wieku w Paryżu powstały dwie obwodnice kolejowe. Grande Ceinture przeznaczona była dla tranzytowego ruchu towarowego, a Petite Ceinture obsługiwała ruch towarowy i pasażerski wewnątrz miasta. Mała obwodnica służyła do czasu budowy metra. Z czasem straciła na znaczeniu, a w 1934 roku zaprzestano przewozu osób. To, co działo się z nią później, możemy opisać na dwa różne sposoby. Po ludzku – zaczęła popadać w ruinę, z przyrodniczego punktu widzenia – ożyła. Zaczęła zarastać, pojawiły się zwierzęta. Według Atlas de la Nature à Paris na terenie Petite Ceinture w 2006 roku odnotowano 460 gatunków roślin12.

Ta samorodna roślinność ma ogromne znaczenie, ponieważ Petite Ceinture to pas o długości aż 32 kilometrów (dla porównania High Line ma 2,3 kilometra). Ma więc ogromny potencjał, aby stać się ważnym korytarzem ekologicznym. W paryskim planie budowania różnorodności biologicznej na lata 2018–2024 został wymieniony jako potencjalny park liniowy z trasami pieszymi i rowerowymi. W przeciwieństwie do High Line, gdzie wprowadzono rośliny ozdobne, często obcego pochodzenia, w Petite Ceintrue postawiono głównie na roślinność zastaną13.

Część trasy udostępniona jest dla spacerowiczów, jednak nie całość. Zgodnie z umową między miastem Paryżem, a SNCF Réseau, który pozostaje właścicielem Petite Ceinture, infrastruktura kolejowa musi zostać zachowana i w razie konieczności zostanie wykorzystana do wznowienia ruchu kolejowego. Część trasy przebiega z pobliżu czynnych linii kolejowych, część w długich na ponad kilometr tunelach. Te fragmenty trasy są wyłączone z ruchu pieszego ze względów bezpieczeństwa. Ale to właśnie one są najbardziej wartościowe ze względów przyrodniczych. W jednym z tuneli schronienie znalazły nietoperze, których liczba może sięgać nawet 1500 osobników14.

Petite Ceinture jest żywym laboratorium miejskiego zadziczania, ale też ważnym projektem społecznym. W nieużywanych stacjach kolejki otwierają się centra kultury i bary. Jednym z ciekawszych miejsc jest REcyclerie – centrum edukacji ekologicznej, kawiarnia i miejska farma. Takich ogrodów przy Petite Ceinture jest więcej, w tym Les Jardins du Ruisseau, jeden z pierwszych ogrodów społecznych w Paryżu i Jardin des Traverses otwarty w tym roku.

Czy Petite Ceinture może podzielić los High Line, który z zaniedbanego miejsca zmienił się w atrakcyjny miejski park i stał się… główną przyczyną gentryfikacji swojej dzielnicy15? Oczywiście, jest takie ryzyko i potrzebna jest duża uważność ze strony włodarzy miasta. Na pewno ułatwieniem jest długość i różnorodność trasy, mieszane zarządzanie (część projektów miejskich, część inicjatyw oddolnych), doceniona wartość występującej bioróżnorodności (podkreślona w dokumentach miejskich) i chęć zachowania równowagi między funkcją przyrodniczą (korytarz ekologiczny) a społeczną.

Rewilder czy prowilder?

We wspomnianym planie budowania bioróżnorodności dla Paryża przedstawione zostały trzy główne cele. Pierwszy zakłada inwestycje w skali całego miasta i szukanie dla nich finansowania. Przykładem takiego działania może być też tworzenie systemu parków rzecznych, tak jak w Krakowie. Cel drugi odpowiada za edukację mieszkańców oraz wsparcie inicjatyw oddolnych, czyli zielonej akupunktury. Ostatni dotyczy zarządzania terenami zieleni w sposób ekologiczny, czyli jest to to, co starają się wdrażać polskie miasta, które zadeklarowały przyjęcie nowych standardów utrzymania zieleni. Wszystkie te przykłady omówiłam powyżej. Na koniec chciałabym się skupić na jednym z punktów celu pierwszego. Zakłada on „tworzenie / kreowanie nowych zawodów związanych z budowaniem bioróżnorodności”16. Wracamy więc do naszego zadziczacza.

Jakie kompetencje powinien mieć rewilder? Powinien być urbanistą, architektem krajobrazu, specjalistą od ochrony przyrody, ekologii, a może socjologii lub edukacji? Czy jest to stanowisko czy raczej wielobranżowy zespół? Z pewnością osoba, która miałaby być odpowiedzialna za zwiększanie dzikości w miastach, musi posiadać wiedzę z różnych dziedzin i przekładać ją na konkretne działania. Albo niedziałania, bo jak wynika z powyższych przykładów, w niektórych miejscach równie ważne jest pozostawienie przyrody samej sobie. Może więc zamiast mówić o rewilderach powinniśmy szukać prowilderów?

Publikacja 17.11.2025