Nr 15/2022 Wzornictwo w PRL-u
5 Wczasy polityki, wczasy wolności

Nr 15/2022 Wzornictwo w PRL-u

Biblioteka
  1. Wstęp

  2. Innowacja i eksperyment jako stymulatory (?) wzornictwa czasów PRL

  3. Polska tkanina dekoracyjna okresu poodwilżowego – nowe perspektywy, nowe techniki

  4. Między meblem a aparatem. W stronę społecznej historii sprzętów elektrycznych i elektronicznych w powojennej Polsce

  5. Wzornictwo środków produkcji w czasach PRL-u

  6. Wczasy polityki, wczasy wolności

  7. „Niezły bajer”, czyli o krotochwilnych rzeczach u schyłku PRL-u

  8. Długa historia fotela RM58*


5 Wczasy polityki, wczasy wolności

Turystyka i wypoczynek w PRL-u były zaplanowane i zracjonalizowane przez państwo. Wczasy, ale pracownicze, wyjazdy, ale zorganizowane. Nawet produkty takie jak rowery, plecaki, namioty, kajaki, narty – czyli sprzęt turystyczny – podlegały ocenie komisji asortymentowych i wchodziły do produkcji na mocy decyzji politycznych. Wypoczynek obywatela był pod kontrolą państwa.

Przed wojną turystyka była elitarna. Chodzenie po górach, wyjazdy nad morze, „do wód”, sporty zimowe i letnie – były zarezerwowane dla wąskiej grupy zamożnych i wykształconych. Chłop, robotnik, rzemieślnik – nie mieli wakacji, nie podróżowali. Wczasy i turystyka były dla tej klasy nieosiągalnym luksusem. I mimo prób popularyzacji turystyki w 20-leciu międzywojennym, mimo programu budowy schronisk, mimo działalności wielu organizacji – turystyka nie wyszła poza wyższe warstwy społeczeństwa.

Konstytucja wysyła na wypoczynek

Stąd misją nowej, socjalistycznej Polski po 1945 roku stało się zorganizowanie wypoczynku dla mas. Płatny wypoczynek gwarantowała pracującym Konstytucja z roku 1952. To, że sprawą zajmuje się ustawa zasadnicza, pokazuje polityczną wagę zorganizowanego czasu wolnego – rewolucyjnego osiągnięcia systemu socjalistycznego. W artykule 59 Konstytucji czytamy: „Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej mają prawo do wypoczynku”. I dalej: „Organizacja wczasów, rozwój turystyki, uzdrowisk, urządzeń sportowych […] stwarzają możliwości zdrowego i kulturalnego wypoczynku dla coraz szerszych rzesz ludu pracującego miast i wsi”1 . Sprawa miała wagę polityczną i stała się priorytetowa. Turystyka pod koniec lat 40. weszła w strukturę Komitetu Centralnego PZPR, a sektor wypoczynku podlegał pod Wydział Propagandy i Agitacji KC! Wczasy stały się kolejnym obszarem, w którym można było prowadzić indoktrynację, dlatego przykładano do nich taką wagę i dlatego w strukturze władzy znalazły się w kategorii propagandy.

Wakacje z przydziału, czyli Fundusz Wczasów Pracowniczych

Żeby zrealizować plan zorganizowania czasu wolnego i wypoczynku pod kontrolą państwa konieczna była baza wypoczynkowa. Pod koniec lat 40. hotele, pensjonaty, domy wypoczynkowe i schroniska były w dużej mierze w rękach prywatnych. Należało to zmienić: już w 1945 roku Bolesław Bierut podarował na cel organizacji wczasów pracowniczych letnią posiadłość prezydencką w Spale2 . Był to akt symboliczny – miejsce wypoczynku elit politycznych sanacyjnej Polski przeszło w ręce ludu pracującego miast i wsi. Co prawda, budynek w Spale był zrujnowany, głównie przez żołnierzy radzieckich, i przez lata nie było środków, żeby go z ruiny podnieść, ale liczyła się siła symbolu.

Dopiero w lutym 1949 roku Sejm powołał organizację, która scentralizowała zarządzanie wypoczynkiem w PRL-u. Był to Fundusz Wczasów Pracowniczych. FWP zgarnął i znacjonalizował nieomalże całą bazę turystyczną w Polsce – w roku 1967 miał prawie 53 tys. miejsc wypoczynku w 116 miejscowościach w Polsce, które mogły pomieścić 583 tys. wczasowiczów. Trzeba pamiętać, że w Polsce Ludowej urlop wypoczynkowy był dofinansowany przez państwo i za dwa tygodnie trzeba było zapłacić 12–16% comiesięcznej pensji. Na wczasy każdego było stać, bo ich cena była ustalona odgórnie i liczona proporcjonalnie do dochodów. Ale jak wszystkie przywileje w PRL-u, ten także miał swój koszt ukryty – trzeba było za niego zapłacić wolnością osobistą – bo wczasy pracownicze były również obszarem politycznego nacisku.

Oto, jakie wczasy można było dostać jako przydział od tak zwanej rady pracowniczej, bo to ona decydowała, kto, w jakim czasie i gdzie wyjedzie. Dla osób samotnych wyznaczano 14-dniowe wczasy zwykłe. Rodzina mogła liczyć na 14-dniowe wczasy rodzinne – ale tu trzeba było mieć dzieci, bo związek bez dzieci nie liczył się jako rodzina. Dla globtroterów FWP przydzielał siedmiodniowe wczasy krajoznawcze, na przykład rejs statkiem po Wiśle, organizowane wspólnie z Warszawską Żeglugą po Wiśle albo siedmiodniowe wczasy miejskie w Warszawie. Organizowano też siedmio-czternastodniowe wczasy turystyczne, często wędrowne.

Il. 1. Obowiązkowe związki zawodowe i obowiązkowy wypoczynek: nowoczesna socjalistyczna rodzina na wczasach zagwarantowanych przez Fundusz Wczasów Pracowniczych, etykieta zapałczana, lata 60. Źródło: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/51,142866,18664833.html?i=2

Należy podawać zupy mleczne w wazach

We wszystkich ośrodkach FWP obowiązywały rozwiązania systemowe. Dotyczyły one programu wczasów, zatwierdzonego z góry i powtarzalnego, gdzie wczasowiczami już od momentu wyjścia z pociągów czy autobusów zajmował się tak zwany kaowiec, czyli instruktor kulturalno-oświatowy. To on był odpowiedzialny za ideologiczny przekaz pobytu – nakazywano na przykład „wyrugować obce klasowo wieczornice typu dancingowego przez zastąpienie ich imprezami z programem artystycznym”. Dbano o kolektywne formy spędzania czasu: wspólne posiłki, wycieczki i aktywności, ten sam czas ciszy nocnej. Centralnie zaplanowano także wygląd sal jadalnych, a nawet menu. „Stoły w sali jadalnej winny być w miarę możliwości znormalizowane, tj. cztery, względnie sześć, ustawione symetrycznie i nakryte czystymi obrusami. Kwiaty na stole winny być w niskich czystych naczyniach, cięte krótko, bez względu na gatunek. Do śniadań składających się zazwyczaj z kawy z mlekiem, bułek, chleba, masła, wędliny albo sera twardego lub też twarogu (nieporcjowanego) należy podawać zupy mleczne w wazach”3 .

Pierwsze lata funkcjonowania FWP pokazały, że cel, jakim było wysłanie na wczasy chłopów i robotników, powiódł się w niewielkim stopniu. Pracownicy umysłowi chętnie jeździli na wczasy i stanowili pond 60% ich uczestników – chłopi i robotnicy bronili się przed tymi wyjazdami. Jako przyczyny podawali „brak piżamy i brak walizki”. Ale powodem było przede wszystkim nieprzygotowanie do wypoczynku zorganizowanego. Tym bardziej że kolektywny sposób spędzania czasu weryfikował brak kapitału kulturowego – wspólne posiłki wymagały umiejętności zachowania się przy stole, wycieczki wyrobienia towarzyskiego, a koncerty i programy artystyczne przygotowania do kontaktu z kulturą. Tak opisywał to ślusarz: „Taki robotnik to czasem nie wie, jak ma się znaleźć. Ani widelca, ani noża do ręki włożyć nie umie, a tu zbiorowisko różnych ludzi”4 .

Mimo to trudno przecenić społeczną rolę Funduszu w zmianie cywilizacyjnej, jakiej dokonał PRL. Niższe warstwy społeczeństwa, nigdy niepodróżujące, dostały szansę otwarcia się na nową formę spędzania czasu, zobaczyły nowe miejsca, poznały nowe sytuacje. Tak pisała o swoich pierwszych wczasach pomocnica kuchenna z jednej ze śląskich kopalń: „ O pani! Jaki piękny jest świat! Jak ja tu wypoczywam! Ja pani powiem szczerze: dla nas pracujących to tutaj jest raj. Moja praca jest bardzo ciężka. Osiem godzin przy kuchni, to można zdrowie stracić. Bardzo mi się podoba, że teraz robotnik może mieszkać w ładnych pensjonatach, co wyglądają jak pałace z bajki”5 .

Kiedy myślimy o fenomenie współczesnej Polski jako „kraju podróżników”, z zagranicznymi biurami podroży, które weszły na nasz rynek po 1989 roku, by robić kokosowe interesy – musimy pamiętać, że grunt pod to przygotował PRL i jego społeczna polityka wypoczynku jako dobra powszechnego i ogólnodostępnego.

Il. 2. Typowe dla PRL-u były rozwiązania w skali makro – nie sanatorium, ale cała dzielnica uzdrowiskowa: jeden z budynków kompleksu Leczniczo-Rehabilitacyjnego w Ustroniu-Zawodziu, proj. Henryk Buszko, Aleksander Franta i Tadeusz Szewczyk. W latach 1967–1990 na stokach Równicy powstało 17 modernistycznych budynków zwanych piramidowcami. Źródło: archirama.muratorplus.pl/artykul/galeria/henryk-buszko-opowiada-jak-budowalo-sie-w-czasach-prl,315/308/2171/

PTTK wyznacza szlaki

Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (powstałe w 1950 roku z połączenia Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego) można by z dzisiejszego punktu widzenia uznać za skromniejszą siostrę Funduszu Wczasów Pracowniczych. Nie było związane z zakładami pracy, działało jako samodzielna organizacja skupiona na aktywnej turystyce, a nie na stacjonarnych wczasach. Zarządzało mniejszym majątkiem: kempingami, schroniskami, stanicami wodnymi, hotelikami górskimi oraz siecią Domów Turysty. Organizowało spływy kajakowe, obozy żeglarskie, narciarskie, wycieczki piesze i rowerowe. Bezcenną zasługą PTTK stała się popularyzacja turystyki pieszej poprzez wyznaczanie i znakowanie szlaków turystycznych. Dziś 65 tys. kilometrów szlaków turystycznych w Polsce zawdzięczamy właśnie działalności PTTK. Oczywiście i towarzystwo miało zadania propagandowe, ale realizowało je w sposób mniej zmasowany niż FWP. Przez pierwsze 10 lat działalności towarzystwo miało bardzo ograniczone pole działania przez napięcie najwyższych władz związane z ochroną granic. Do października roku 1956 Bieszczady były w ogóle zamknięte dla turystów, idącym na Rysy zabierano w Morskim Oku dowody osobiste, nagminnie fałszowano mapy terenów przygranicznych lub zostawiano w kluczowych miejscach białe plamy. Dziś wydaje się, że PTTK zachowało niejaką suwerenność wobec propagandy władz, a nawet zbliżało się do modelu turystyki indywidualnej – wbrew zaleceniom odgórnej polityki, która promowała wypoczynek kolektywny.

Orbis, Almatur, Gromada

Podczas gdy oferta PTTK była kierowana do młodych, niezamożnych, spragnionych turystyki krajowej, niemal indywidualnej, Orbis miał ofertę odwrotną. To luksusowe biuro podroży z historią przedwojenną, bo powstał we Lwowie w 1920 roku, zagwarantowało sobie najlepszy kawałek turystycznego tortu w PRL-u. Był nim monopol na prowadzenie hoteli o wysokim standardzie (między innymi Bristolu, Europejskiego, Victorii w Warszawie, Grandu w Sopocie, Cracovii w Krakowie), organizację wyjazdów zagranicznych i obsługę zagranicznego ruchu turystycznego. Na podróż z Orbisem stać było nielicznych, a z jego usług korzystała też zamożna Polonia, chcąc zorganizować sobie podróż do kraju przodków. Z kolei Almatur organizował ruch turystyczny dla studentów. Juventur zagospodarował młodzież w ogóle, i to z pozycji politycznych, bo był turystyczną przybudówką Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Harctur miał z kolei ofertę dla harcerzy. Poważnym graczem była także Gromada – której zadaniem była organizacja turystyki wiejskiej i która w 1961 roku otworzyła w Warszawie ambitny architektonicznie hotel o bezpretensjonalnej nazwie Dom Chłopa. Od początku lat 60. Gromada organizowała także „wczasy pod gruszą” dla mieszkańców dużych miast w gospodarstwach chłopskich, dając początek modnej dzisiaj agroturystyce.

Il. 3. To nieprawda, że Orbis woził polskich turystów po całym globie, jak sugeruje plakat. Kierunków wyjazdów zagranicznych było kilkanaście i tylko dla wybranych. Plakat Polish Travel Office ORBIS, proj. Jerzy Srokowski, 1958. Źródło: facebook.com/MuzeumPlakatuwWilanowie

Namiot da ci wolność

Na przekór narzuconemu przez państwo modelowi wypoczynku kolektywnego rozwijała się turystyka indywidualna. Stała się ona rodzajem sprzeciwu wobec modelu promowanego przez państwo. I chociaż sprzęt turystyczny był bardzo drogi i trudno dostępny: plecak w latach 50. kosztował 300–400 zł, kajak 1500 złotych przy średnich zarobkach wynoszących 968 złotych6 . Mimo braku środków i trudności w znalezieniu odpowiedniego sprzętu już w latach 50. w pejzażu wakacyjnym zaczęły się pojawiać małe namioty z dwóch wojskowych pałatek i para pochylona nad prymitywną kuchenką turystyczną. Rozbijano się „na dziko” bo campingi pojawiły się w latach 60. Dopiero w roku 1964 powstała Polska Federacja Campingu, która zaczęła dbać o poziom pól namiotowym między innymi poprzez konkurs Mister Camping. Pierwsze polskie kempingi i pola namiotowe szybko zapełniły kompaktowe namioty Mikro2, szyte z impregnowanej bawełny przez słynne jeszcze przed wojną legionowskie Zakłady Sprzętu Technicznego i Turystycznego. Dwuosobowy namiot Mikro2 był jednym z cudów PRL-owskiego projektowania – z trzyczęściowym stelażem z aluminiowych rurek, tropikiem, warstwą wewnętrzną, 9 śledziami i 14 szpilkami ważył 4,5 kg, a składało się go w kilka minut. To właśnie kolorowe Mikro2 zapełnił błyskawicznie polskie kempingi i przyczyniły się do szybkiego rozwoju turystyki indywidualnej. Do Mikro2 szybko dołączyły duże namioty wielorodzinne. W latach 70. w okresie gierkowskiego dobrobytu, wzrost stopy życiowej przełożył się na rodzaj formalnej gigantomanii: zaczęły powstawać wtedy tak zwane namioty willowe – takie jak Brda, Warta, Hel czy Dunaj. Willowe – paradoksalnie dla mieszkańców małych mieszkań w blokach – bo to najczęściej mieszczuch z blokowiska był amatorem wczasów pod namiotem. Zamiast układu dwuspadowego namioty willowe miały wysokie ściany boczne i niemal płaskie dachy. Każdy z nich składał się z obszernego przedsionka na bagaż, przedniego daszku i kilku osobnych komór pod jednym tropikiem. Luksusem były przejrzyste powierzchnie prześwitów „okien”, moskitiery i opuszczane zasłonki. Komfort zapewniała też wysokość – w namiotach willowych można było się wyprostować, bo stelaż dochodził dwóch metrów wysokości. Namioty willowe ważyły nawet po 30–40 kilogramów. Ale mogły w nich mieszkać, i mieszkały, całe rodziny uciekające przed dyktatem Funduszu Wczasów Pracowniczych. Pod koniec lat 70. kultowy, bawełniany namiocik Mikro2 legionowskie zakłady zastąpiły stylonowym Mikrusem, o połowę lżejszym, ale nieoddychającym – w nocy skraplała się w nim para i woda kapała z sufitu na śpiących.

Zakłady produkujące sprzęt turystyczny obsługiwały też zamówienia specjalne, takie jak Wyprawa Kobieca Polskiego Związku Alpinizmu w 1985 roku. Zachował się list do legionowskich zakładów, w którym Wanda Rutkiewicz ocenia trzy typy namiotów bazowych używanych przez jej ekspedycję: Turnia I, Turnia II i Himalajskie – jako takie, które „w pełni zdały egzamin i spełniły swoje zadanie”. Rutkiewicz daje też wskazówki dalszego rozwoju tych produktów, który powinien iść „w kierunku zmniejszenia wagi”. Według Rutkiewicz istnieje też konieczność „podniesienia szwu łączącego podłogę ze ścianami bocznymi na wysokość ok. 10–15 cm”. Polska alpinistka dodaje, że namioty z Legionowa budziły zainteresowanie wypraw z innych krajów – szczególnie RFN chciała je importować7 .

Z fabryką z Legionowa konkurowały też namioty z częstochowskich Zakładów Konfekcji Technicznej Polnam Częstochowa. Polnam miał swój model namiotu jako odpowiedź niemal na każdy namiot z Legionowa – od małych, przypominających Mikro2, po większe namioty willowe. Podobnie na wzór Legionowa kształtowała swoja ofertę Spółdzielnia Pracy Morskiego Sprzętu Ratunkowego Żaglowego Żagiel w Gdyni. Ze Spółdzielni Żagiel pochodzi jeden z najbardziej udanych namiotów willowych – model Krynica – wygodny, o prostej i harmonijnej konstrukcji. Ale widać wyraźnie, że legionowskie Zakłady Sprzętu Technicznego i Turystycznego ustawiały rynek – jako pierwsze wypuszczały nowe modele, miały najlepszy dizajn, świetne logo, najlepszą jakość i produkowały najwięcej. To ich namioty szły także masowo na eksport. Marka legionowska była najsilniejsza.

Il. 4. Jedno z pól namiotowych z namiotami Mikrus 2, które stały się początkiem rebelii przeciwko turystyce zorganizowanej, lata 70. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Na rowerze w plenerze

Małe namioty – Mikro i Mikrusy zostały zaprojektowane tak, żeby można je było wziąć na wycieczkę piszą albo rowerową. A na wyprawę na dwóch kółkach nie miał sobie równych Wagant – rower wyprodukowany przez zakłady Romet i wytwarzany najdłużej w historii tych zakładów. Stabilny, na ciężkiej ramie ze stali niskowęglowej, z pięcioma przerzutkami, bagażnikiem ze sprężyną i siodełkiem, za którym dyndał pojemnik na narzędzia – był marzeniem. Zakłady Romet działały od roku 1949 roku. Rozbudowano je, kiedy padło hasło: „Milion rowerów rocznie – dla zaspokojenia potrzeb społeczeństwa i wyjścia szerszym frontem na rynki zagraniczne”. Wtedy, w 1956 roku, Centralny Zarząd Produkcji Samochodów w Warszawie przyjął projekt nowoczesnej fabryki rowerów pod Bydgoszczą. To z bydgoskiego Rometu wyjeżdżało pond milion rowerów rocznie! I to z dużym zróżnicowaniem modeli: od dziecięcego Reksia, przez składaki Jubilat i Wigry, damskie rowery Konsul, Gazela, Kometa czy uniwersalne modele, takie jak Passat, Meteor, Orkan, Jaguar, Huragan, Universal. Kto żył w PRL-u, ma w oczach logo Rometu ze zgeometryzowanym pegazem – zaprojektowane przez Jerzego Bonka – pracownika Sekcji Dokumentacji Techniczno-Ruchowej bydgoskich zakładów.

Il. 5. Kultowy rower Wigry 2, na którym jeździł bohater serialu Czterdziestolatek. Był odpowiednikiem mieszkania w wielkopłytowym bloku: kompaktowy, niewygodny i stanowiący przedmiot marzeń. Po przekręceniu dźwigni zawiasu o 90 stopni i wyjęciu śruby – składał się na pół. Miał go niemal każdy Polak. Rower w ulepszonej formie produkowany jest do dzisiaj. Prod. Zakłady Rowerowe Romet w Bydgoszczy, lata 70. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Romet_Wigry_2.jpg

Wieczna przyczepa z Niewiadowa

Wymarzonym modelem spędzania urlopu w latach 70. była podróż samochodem i z własną przyczepą. W 1978 roku taką formę relaksu wybrało trzy procent spośród wypoczywających co najmniej siedem dni poza miejscem zamieszkania. Niewiele, ale karawaning to był rynek rosnący. Monopolistą w dziedzinie produkcji przyczep były Zakłady Sprzętu Precyzyjnego Niewiadów, które po niezbyt udanym modelu Romi-23 (nie można było się w nim wyprostować) wystrzeliły w roku 1973 bestsellerem – przyczepą N-126, stworzoną przez wybitnego projektanta wizjonera – Janusza Zygadlewicza8 . Projektant tak zbalansował ciężar i gabaryty, aby przyczepę mógł ciągnąć Fiat 126p. Przyczepa N-126 to model nieprzerwanie produkowany przez zakłady w Niewiadowie do dziś – choć teraz w siedmiu wersjach, opartych na podstawowym schemacie konstrukcyjnym i funkcjonalnym Zygadlewicza. W latach 90. przyczepy N-126 pokazały swoje uniwersalne zalety, stając się podstawowym zapleczem małej gastronomii i handlu obwoźnego.

Il. 6. Przyczepa N-126 współpracowała z samochodem Fiat 126p, proj. Janusz Zygadlewicz, prod. Zakłady Sprzętu Precyzyjnego Niewiadów, 1973, produkowana z niewielkimi zmianami do dziś. Źródło: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:Niewiadow_N126n.jpg

Podhale i Polsport, czyli buty, leżaki, kajaki

Turystyka była zawsze doczepką do sportu, traktowanego przez władze poważnie. Sprzęt turystyczny produkowano „na boku” głównej produkcji sportowej, często z odpadów. I tak obuwie turystyczne było towarem drugoplanowym w programie produkcji gigantycznego kombinatu – Nowotarskich Zakładów Przemysłu Skórzanego Podhale w Nowym Targu. Od 1955 roku zakład wytwarzał w swoich najlepszych momentach ponad dziewięć milionów par obuwia rocznie, w tym znaczny procent butów sportowych i turystycznych. W 1972 roku wyprodukowano stumilionową parę. W latach 50. szyte w Podhalu solidne buty narciarskie na skórzanej podeszwie i z metalowymi zaczepami noszono z braku butów turystycznych jako obuwie „po górach”. Dopiero w połowie lat 60. Podhale wypuściło słynne skórzane Trapery czy Maratony na podeszwie typu vibram, którą samo opracowało technologicznie i samo produkowało na miejscu.

Potentatem, jeśli chodzi produkcję sprzętu sportowego i turystycznego, był Polsport – ale nie była to jedna marka producencka, tylko Zjednoczenie Przemysłu Sprzętu Sportowego, grupujące ponad 20 różnych zakładów i biur projektowych na terenie całej Polski. Pod marką Polsport produkowano zarówno narty w Szaflarach, jak leżaki, foteliki biwakowe i łóżka turystyczne w zakładach w Górze Kalwarii czy jachty i kajaki w Stoczni Jachtowej Polsport w Chojnicach.

Archeologia bez śladów przeszłości

Dziś trudno dotrzeć do dokumentacji projektowej większości produktów powstających w PRL-owskich zakładach i fabrykach sprzętu turystycznego. Ich archiwa najczęściej zostały zniszczone, bo też nie przetrwał niemal żaden z zakładów potentatów tej branży z lat 1945–1989. Nawet jeśli na pozostałościach masy upadłościowej udało się odtworzyć jakąś działalność wynikającą z przeszłości – to współczesne przedsiębiorstwa nie chwalą się nią ani w żaden sposób jej nie dokumentują. Ciągłość została zerwana. Widać wyraźnie, że produkcja turystyczna została zastąpiona przez import towarów z Azji, tylko nieliczne wyjątki produkcji jachtowej czy szybowcowej mają wciąż łączność z tradycją projektowania turystycznego PRL-u.