Nr 27/2025 Pogranicza designu
7 Temida nie dostrzega projektantów. A projektanci nie znają łaciny

Nr 27/2025 Pogranicza designu

Biblioteka
  1. Wstęp 27

  2. W obronie wyobraźni – co może dać nam fikcja? O fantastyce projektowej (design fiction) i projektowaniu spekulatywnym (speculative design)

  3. Spekulatywne myślenie przyszłością. O wyobraźni jako poznawczej prowokacji i sensorycznej immersji

  4. Od przedmiotów do rzeczy. O krytycznych praktykach projektowych

  5. W poszukiwaniu sprawczości. Manifesty techniczne i projektowe a rzeczywistość

  6. Ceramika zaangażowana

  7. Projektowanie krytyczne a realia rynkowe. Okiem świeżego absolwenta uczelni projektowej

  8. Temida nie dostrzega projektantów. A projektanci nie znają łaciny


7 Temida nie dostrzega projektantów. A projektanci nie znają łaciny

O tym, jak wzornictwo i system prawny straciły wspólny język i dlaczego AI może być ich pierwszym tłumaczem.

https://doi.org/10.52652/fxyz.27.25.7 

Współczesne wzornictwo przemysłowe to nie tylko estetyka i funkcjonalność, ale także walka o widzialność w morzu podobnych form. Projektanci zmagają się nie tylko z oczekiwaniami rynku, lecz również z systemem prawnym, który ma ich chronić, a często nie rozumie, co właściwie robią. Z jednej strony jest projektant, który operuje znaczeniem, kontekstem i intencją. Z drugiej – urzędnik, który widzi plik graficzny i szuka zgodności z przepisem. Pomiędzy nimi rozpościera się językowa przepaść.

Ochrona wzorów przemysłowych w Europie opiera się na ocenie nowości i indywidualnego charakteru, którą przeprowadza się z perspektywy tak zwanego zorientowanego użytkownika. Jest to osoba pośrednia między przeciętnym konsumentem a ekspertem technicznym. Problem polega na tym, że nie każdy użytkownik jest zorientowanym użytkownikiem dla każdej grupy produktów. Wzory obejmują różne towary, a to oznacza, że ocena zawsze zależy od konkretnego przypadku. Urzędy muszą za każdym razem określać, kto w danej sprawie jest takim użytkownikiem, co prowadzi do niejasności i uznaniowych decyzji.

Gdy prawo nie nadąża za wzornictwem

Filozof Władysław Tatarkiewicz, badając dzieje pojęcia formy w estetyce, wskazał na jego głęboką wieloznaczność, wyróżniając co najmniej pięć różnych interpretacji. Ta złożoność objawia się wyraźnie w obszarze ochrony wzorów przemysłowych. Dla prawnika forma często sprowadza się do mierzalnych i obiektywnych cech, postrzegana jako układ części (tak zwana forma A1) lub dokładny kontur przedmiotu (forma C2). Takie podejście jest naturalne dla systemu prawnego, który wymaga jednoznacznego przedstawienia graficznego wzoru, by precyzyjnie ustalić zakres ochrony.

Zupełnie inaczej podchodzi do tego projektant. Dla niego forma jest pojęciem znacznie szerszym: obejmuje to, co jest bezpośrednio dane zmysłom w doświadczeniu rzeczy (forma B), jak i coś znacznie głębszego, duchowy składnik dzieła sztuki (forma J3), obejmujący niuanse estetyczne, emocje i ukryte znaczenia. Ten fundamentalny rozdźwięk między formalną i werbalną analizą prawną, a wizualną i intuicyjną percepcją projektanta powoduje, że prawo, pisane przez prawników i dla prawników, często nie jest w stanie uwzględnić tych niuansów percepcji wizualnej ani subtelności procesu projektowego. W efekcie system prawny z trudem zrozumie formę w jej pełnym, ludzkim wymiarze.

Ta przepaść przypomina sytuację z biblijnej wieży Babel. Projektant posługuje się językiem obrazu, system rozumie tylko język prawa. Jedno i drugie może wyglądać na pozór podobnie, ale niesie zupełnie inne znaczenia. Co gorsza, system nie ma narzędzi, by to rozpoznać. W efekcie dochodzi do sytuacji paradoksalnych, w których forma zostaje pozbawiona ochrony nie dlatego, że jest wtórna, ale dlatego, że została przedstawiona w złym stylu graficznym. Nieporozumienie to wynika z różnicy kompetencji. Projektant myśli wizualnie i syntetycznie, tworzy język formy, który ma komunikować się z odbiorcą na poziomie emocji i użycia. Urzędnik prawny działa w granicach litery przepisów, interpretując deklaracje zgodnie z zasadą wykładni. Te światy nie są wrogie, ale funkcjonują na innych poziomach.

Rendering, który zmienił prawo

Przykładem niech będzie sprawa Trunki kontra Kiddee4. Dwie dziecięce walizki, bardzo podobne w ogólnej formie, ale różniące się w detalach. Sąd uznał, że skoro jedna z nich została zarejestrowana jako rendering CAD bez koloru, to nie można uznać drugiej, kolorowej i bogatszej w detale, za naruszenie. Minimalizm stał się w tym przypadku cechą chronioną, choć dla projektanta był tylko sposobem prezentacji. To orzeczenie stało się punktem zwrotnym, który na nowo ukształtował europejskie podejście do wzorów przemysłowych, szczególnie w kontekście rozumienia pojęcia zakresu ochrony. W praktyce oznacza to, że nawet drobny detal wizualny, styl graficzny czy rodzaj renderingu mogą przesądzać o tym, czy uzna się, że doszło do naruszenia wzoru. To niebezpieczny precedens, który wprowadził nową niepewność prawną, zmuszając projektantów do myślenia o rejestracji w kategoriach strategii graficznej, a nie wyłącznie jakości i unikalności formy.

Źródło: J. Kollewe, Trunki v Kiddee: Battle over Children’s Luggage Reaches Supreme Court, 3.12.2015, The Guardian, theguardian.com/business/2015/nov/03/trunki-v-kiddee-battle-over-childrens-luggage-reaches-supreme-court [data dostępu: 15.7.2025]

Tego typu literalizm w interpretacji formy to problem. Designer, pokazując swój wzór w formie renderingu, nie składa deklaracji estetycznej. Po prostu używa narzędzia, które pozwala mu najlepiej oddać zamysł. Dla sądu czy urzędu to jednak akt prawny. Rysunek staje się dowodem. A dowody czyta się literalnie, nie domyślnie.

System prawny nie został zaprojektowany przez projektantów. To oczywistość, ale warto przypomnieć, że ten fakt ma realne konsekwencje. Ktoś mógłby powiedzieć: i dobrze, bo prawo wymaga precyzji, którą emocjonalna intuicja designera mogłaby zaburzyć. Tyle że brak udziału projektantów w kształtowaniu tego systemu sprawia, że ich perspektywa i sposób myślenia nie są w nim w ogóle uwzględnione. Język używany w ustawach, rozporządzeniach czy orzeczeniach sądowych nie uwzględnia specyfiki percepcji wizualnej. Operuje na pojęciach formalnych, często technicznych. Tymczasem projektant nie projektuje prawa, projektuje formę, która niesie znaczenie w czasie, przestrzeni i kulturze. Efektem tego jest chroniczne nieporozumienie. Designer nie wie, co dokładnie zarejestrował. Prawo zaś nie wie, co tak naprawdę chroni. Tak powstaje system, który bardziej zabezpiecza to, co literalne, niż to, co rzeczywiście oryginalne. Dokumentacja wzoru staje się rodzajem martwego pisma, którego nie da się ożywić bez głębszej interpretacji. Można ją odczytać litera po literze, jednak nie rozumiejąc, co naprawdę oznacza i dlaczego została tak zaprojektowana.

Czasem urzędy próbują wyjść naprzeciw projektantom. Dobrym przykładem jest baza danych DesignView5, umożliwiająca przeszukiwanie zarejestrowanych wzorów przemysłowych. Wprowadzona w nim możliwość wyszukiwania obrazem miała być pomocna przy ocenie podobieństwa form, jeszcze przed zgłoszeniem. Jednak praktyka pokazała, że system działa głównie na poziomie obrazu, nie formy. Algorytm analizuje styl graficzny, a nie układ, proporcje czy strukturę. Jeśli projektant wgra do systemu rysunek linearny, to w wynikach otrzyma inne rysunki linearne. Nawet jeśli identyczna forma istnieje już w bazie, ale została zgłoszona jako rendering lub fotografia, nie zostanie wykryta. System nie rozumie formy. Rozpoznaje piksele, kontrasty, style. Nie analizuje sensu konstrukcji. To tak, jakby słowa oceniano jedynie po kroju pisma, a nie po ich znaczeniu.

W ramach mojej pracy magisterskiej6 podjąłem próbę odpowiedzi na ten problem. Projekt zatytułowałem Oryginalność a plagiat. Ocena wzorów przemysłowych z wykorzystaniem algorytmów sztucznej inteligencji. Badałem w nim, czy AI może działać jako filtr wspierający ocenę podobieństwa wzorów, nie zastępując człowieka, ale wskazując sytuacje potencjalnie sporne. Zestawiałem wyniki analizy algorytmów z ocenami różnych grup użytkowników, aby sprawdzić, na ile algorytm AI potrafi odtworzyć ludzką percepcję formy. Wyniki pokazały, że obecnie dostępne narzędzia mają istotne ograniczenia. W testach praktycznych (między innymi wyszukiwanie obrazem w DesignView i proste porównywarki) działały one głównie na poziomie obrazu i stylu przedstawienia, natomiast modele głębokie potrafiły uchwycić także relacje i podobieństwa strukturalne. Badanie potwierdziło potencjał wykorzystania AI jako narzędzia wczesnego ostrzegania, które pozwala przygotować strategię ochrony wzoru, zanim dojdzie do konfliktu.

Jak chroni się design na świecie?

Na tle europejskiego systemu ochrony warto krótko omówić inne modele. W Chinach ochrona wzorów funkcjonuje często w warunkach niskiej kontroli zgłoszeń i wysokiej liczby rejestracji. Dzieje się tak, ponieważ urząd nie przeprowadza dogłębnej kontroli jakości wzoru pod kątem nowości czy oryginalności przed rejestracją, sprawdza tylko formalności. To niestety prowadzi do wysokiej liczby rejestracji, a wśród nich pojawiają się wzory wątpliwej jakości, czyli zarejestrowane zgłoszenia, które w rzeczywistości nie powinny być chronione i których ważność pozostaje niepewna, dopóki ktoś ich nie zakwestionuje.

W Stanach Zjednoczonych ochrona wzorów to patent na wzór, który przechodzi rygorystyczną kontrolę jakości. Urząd zatrudnia specjalistów, którzy dokładnie sprawdzają wzór pod kątem jego nowości, oryginalności i tego, czy nie jest „oczywisty” (non-obviousness) – zgłaszany wzór nie może być czymś, co każdy przeciętny projektant w danej dziedzinie mógłby łatwo wymyślić, bazując na istniejących już rozwiązaniach. Choć proces trwa dłużej, uzyskane prawa są bardzo silne.

Japonia ma bardzo ciekawy system, który również stawia na rygorystyczną kontrolę jakości przez specjalistów w urzędzie. Dodatkowo system chroni nie tylko zarejestrowany wzór, ale także wzory do niego podobne. Dzięki temu, nawet jeśli konkurencja wprowadzi drobne zmiany w czyimś wzorze, nadal może naruszyć jego prawa. Kraj Kwitnącej Wiśni oferuje też unikalną funkcję tajnego wzoru, co oznacza, że możesz zarejestrować wzór, ale utrzymać go w tajemnicy nawet przez trzy lata, zapewniając mu ochronę.

Zagłębiając się w każdy z przywołanych systemów, na pewno dojdziemy do wniosku, że żaden z tych modeli nie jest idealny, ale każdy pokazuje, że możliwe są inne punkty widzenia niż dominujący w Europie literalizm.

Design pod cyfrową ochroną

Czy zatem możliwy jest język pośredni? Język, który pozwala formie przemówić w sposób zrozumiały zarówno dla projektanta, jak i dla systemu prawnego? W tym momencie na scenę wkracza AI. Choć w polskiej terminologii przyjęło się używać określenia „sztuczna inteligencja”, warto zaznaczyć, że termin „artificial” niekoniecznie oznacza coś sztucznego w sensie imitacji, tak jak często jest to rozumiane w języku polskim. W kontekście AI chodzi raczej o inteligencję tworzoną lub wytworzoną przez człowieka, działającą w sposób odmienny od ludzkiego umysłu, lecz wspomagającą go tam, gdzie jego zdolności poznawcze napotykają ograniczenia. Dlatego w tym tekście posługuję się skrótem AI, podkreślając jego funkcję jako narzędzia wspierającego, a nie udającego ludzką inteligencję. Tak samo „artificial light” to światło sztucznie wytworzone, ale niekoniecznie udające słońce.

Dla AI ogrom paragrafów nie jest przeszkodą. Może również nauczyć się patrzeć oczami projektanta. W teorii to możliwe. Nowoczesne algorytmy potrafią analizować strukturę przestrzenną, wyodrębniać istotne cechy morfologiczne, a nawet generować nowe propozycje projektowe. Co więcej, mogą śledzić konteksty kulturowe, rozpoznawać trendy wizualne, a nawet porównywać wzory w sposób niedostępny dla ludzkiego oka. Takie systemy można wytrenować do symulowania percepcji zorientowanego użytkownika dla konkretnej grupy produktów. Zamiast opierać się na abstrakcyjnych definicjach prawnych, wykorzystują rzeczywiste dane o odbiorze formy przez użytkowników, co pozwala dostosować ocenę do specyfiki rynku i rodzaju towaru.

Technologia ta fundamentalnie zmienia podejście do ochrony wzorów przemysłowych, choć jej rola jest wciąż ewoluująca i wymaga ostrożności. W dobie lawinowego wzrostu liczby nowych produktów i zacierania się granicy między inspiracją a plagiatem narzędzia oparte na AI oferują potencjał do znaczącego usprawnienia procesu analizy wizualnej, identyfikacji unikalnych cech wzorów i porównywania ich z istniejącymi projektami. Algorytmy mogą automatycznie wychwytywać subtelne różnice w fakturze, kształcie czy kolorystyce, a także wspomagać optymalizację decyzji projektowych poprzez analizę dużych zbiorów danych wizualnych. Pozwalają na tworzenie narzędzi wspierających proces rejestracji, redukując ryzyko sporów i zwiększając przewidywalność decyzji. Mogą również pełnić funkcję wstępnego filtra, szybko rozpoznając potencjalne ryzyko naruszenia, zwłaszcza w przypadkach wyraźnych podobieństw, co jest szczególnie cenne dla mniejszych podmiotów, nieposiadających rozbudowanego zaplecza prawnego. Niemniej jednak obecne narzędzia AI często nie są jeszcze w stanie w pełni zrozumieć formy w sposób, w jaki robi to projektant czy prawnik, oceniając proporcje, relacje, układ czy rytm. Systemy takie jak wyszukiwanie obrazem w DesignView (EUIPO) porównują głównie piksele oraz kontury, ignorując esencję formy i kontekst, co może prowadzić do niezrozumienia wzoru lub pominięcia istotnych podobieństw. Wprowadzenie wcześniej wspomnianych narzędzi wiąże się również z wyzwaniami etycznymi oraz koniecznością zapewnienia przejrzystości modeli decyzyjnych. Kluczowe jest, aby były traktowane jako narzędzia wspierające, a nie zastępujące człowieka w procesach decyzyjnych, ponieważ odpowiedzialność za rozstrzyganie sporów wciąż spoczywa na ludziach i ich zdolności do interpretacji wzoru w szerszym kontekście prawnym i kulturowym.

AI prawdę ci powie?

Wyobraźmy sobie przyszłość, w której AI ostrzega: „Twój wzór przypomina już zarejestrowany projekt z 2016 roku, zobacz porównanie”. To nie wyrok, ale narzędzie wczesnej prewencji. Takie rozwiązanie może pomóc szczególnie mniejszym twórcom, którzy nie mają zasobów na walkę sądową, a chcą po prostu stworzyć coś oryginalnego i bezpiecznego.

W obecnym systemie rejestracja wzoru nie chroni przed naruszeniem. Nie informuje, czy projekt jest unikalny. Urząd sprawdza tylko formalną poprawność zgłoszenia. Nie zadaje pytania: „Czy to już było?”. A przecież to pytanie powinno być fundamentem ochrony. Wzór przemysłowy to nie tylko forma. To historia, kontekst, emocje, użytkownik. Projektant nie działa w próżni. Dlatego nie można chronić jedynie tego, co da się zmierzyć linijką. Trzeba chronić sens. A tego nie zrobi sąd, który widzi tylko czarno-biały rendering.

System ochrony wzorów przemysłowych, choć dąży do obiektywizmu, z natury rzeczy napotyka trudności w pełnym zrozumieniu istoty sprawy. Prawo bazuje na analizie formalnej i werbalnej, redukując wizualny język projektanta do linii, konturów i dokumentacji. Ten „rozjazd” między językiem projektowania a językiem prawnym sprawia, że projektanci, posługujący się szkicami, modelami i koncepcjami, często nie są świadomi rzeczywistego zakresu ochrony, jaką uzyskują dla swoich dzieł. W tej luce pojawia się miejsce dla sztucznej inteligencji, której potencjał polega na roli wspierającego filtra, a nie rozstrzygającego arbitra. AI, w przeciwieństwie do obecnych realiów systemu, ma zdolność do analizy głębszych cech projektowych, takich jak proporcje, relacje, układ czy rytm. Może pełnić funkcję narzędzia wczesnego ostrzegania o potencjalnym naruszeniu, szybko identyfikując potencjalne kolizje. Chociaż popularne modele LLM7 potrafią symulować opinie biegłych sądowych, interpretując różnice w terminologii projektowej, należy pamiętać, że nie zastępują one człowieka w procesach decyzyjnych. Brakuje im często zdolności do rozumienia kontekstu kulturowego, ironii czy głębszego sensu formy, a interpretacje autorstwa AI wciąż wymagają nadzoru ludzkiego. Sztuczna inteligencja nie będzie sędzią ani projektantem, lecz może działać jako łącznik, narzędzie, które pomaga przełożyć formę na język ochrony i wspiera ludzkich ekspertów w podejmowaniu świadomych decyzji.

Projektant nie zna łaciny nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że nie musi. Jego narzędziem nie są paragrafy, lecz szkice, modele, koncepcje. Oczekiwanie, że będzie rozumiał meandry prawa w stopniu umożliwiającym samoobronę, to niezrozumienie istoty jego pracy. W obliczu rosnącej liczby wzorów, narastających konfliktów i braku prewencji, takie narzędzie nie jest luksusem. Jest koniecznością. Bo bez niego będziemy nadal świadkami sytuacji, w której system, który miał chronić twórców, działa przeciwko nim. Właśnie z tej potrzeby zrodził się pomysł stworzenia narzędzia wspierającego ochronę wzorów przemysłowych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, który był przedmiotem mojego projektu magisterskiego. Cel projektu stanowiły próba znalezienia granicy plagiatu oraz propozycja wykorzystania AI jako filtra wspomagającego ocenę podobieństwa wzorów przemysłowych. Choć jest to wciąż propozycja koncepcyjna, pokazuje potencjał integracji projektowania, prawa i technologii w budowaniu nowej jakości ochrony wzorów.

Być może AI nie zabierze ci pracy, ale właśnie wytłumaczy komuś, czym się zajmujesz. Wyjaśni nie tylko, czym jest forma, ale też dlaczego powstała właśnie taka, z jakich intencji, potrzeb i wartości wynika. Może pomóc przełożyć wizję projektanta na język systemu, który operuje precyzyjnymi definicjami i jednoznacznymi deklaracjami. To nie koniec roli projektanta, lecz początek współpracy jako porozumienia między tworzeniem a ochroną, między emocją a strukturą, między wolnością projektowania a odpowiedzialnością prawną. Jeśli to AI ma być pośrednikiem w tej rozmowie, to niech przemówi. Nie za nas, dla nas.

Publikacja 30.12.2025