Nr 27/2025 Pogranicza designu
6 Projektowanie krytyczne a realia rynkowe. Okiem świeżego absolwenta uczelni projektowej

Nr 27/2025 Pogranicza designu

Biblioteka
  1. Wstęp 27

  2. W obronie wyobraźni – co może dać nam fikcja? O fantastyce projektowej (design fiction) i projektowaniu spekulatywnym (speculative design)

  3. Spekulatywne myślenie przyszłością. O wyobraźni jako poznawczej prowokacji i sensorycznej immersji

  4. Od przedmiotów do rzeczy. O krytycznych praktykach projektowych

  5. W poszukiwaniu sprawczości. Manifesty techniczne i projektowe a rzeczywistość

  6. Ceramika zaangażowana

  7. Projektowanie krytyczne a realia rynkowe. Okiem świeżego absolwenta uczelni projektowej

  8. Temida nie dostrzega projektantów. A projektanci nie znają łaciny


6 Projektowanie krytyczne a realia rynkowe. Okiem świeżego absolwenta uczelni projektowej

Wydaje się, że pewien żal jest wpisany w moment opuszczania murów uczelni. Z zaangażowanego, empatycznego środowiska wpada się w rzeczywistość rządzącą się innymi prawami. Jak nie stracić energii do społecznego działania, mierząc się z trudnymi realiami zawodowymi?

https://doi.org/10.52652/fxyz.27.25.6 

Kryzys na rynku pracy – czy jest tak źle, jak mówią?

Obecnie znalezienie pracy w branży projektowej jest zadaniem karkołomnym. Z raportu portalu Indeed wynika, że średnia ilość ofert pracy na stanowisku designera UX zmalała w roku 2023 prawie czterokrotnie w stosunku do roku 2022 i stanowiła 70% liczby ofert z roku 20211. Co prawda, wysnucie wniosków wyłącznie na temat Polski jest niemożliwe ze względu na relatywnie niewielką skalę rynku, w tym jednak kontekście tegoroczny raport Zaprojektować polski design wskazuje na nastroje przedstawicieli branży. Zaledwie 34% z nich jest spokojnych o przyszłość i stabilność swojej pracy2. Ja sam w trakcie moich poszukiwań przy wchodzeniu na rynek pracy uczestniczyłem w takich rekrutacjach, w których liczba kandydatów wynosiła nawet 2500 osób.
Warunki sprzyjają wysokiej konkurencji pracowniczej. Ta w dyscyplinach kreatywnych istniała niemal od zawsze, jako że większość z nas nie rywalizuje wyłącznie o sposobność wykonywania zawodu, ale też o prestiż i konkretny rodzaj klientów. W dodatku od pewnego czasu zmagamy się z deprofesjonalizacją niektórych segmentów branży, zmniejszeniem zapotrzebowania na pewien rodzaj usług ze względu na upowszechnienie łatwych w obsłudze narzędzi dostępnych dla szerokiej grupy odbiorców. Zastąpienie początkującego projektanta przez generatywne oprogramowanie wciąż stanowi atrakcyjną wizję dla części pracodawców. Projektant potrzebny to ten oferujący szczególne, unikalne usługi lub będący wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie. Pożądane jest to, co jest uznawane za elitarne.

Ci z nas, którzy weszli na rynek w ostatnim roku lub będą na niego wchodzić w najbliższym czasie, mają twardy orzech do zgryzienia. Poza spadającym popytem rynkowym musimy mierzyć się z weryfikacją własnych poglądów – konfrontacją idealistycznego rozumienia projektowania z biznesowymi realiami wdrożeniowymi, balansować między działaniem społecznym a ciągłym procesem adaptacji do galopujących zmian technologicznych i widoczności rynkowej. Tymczasem Zaprojektować polski design zwraca uwagę na to, że w polskim biznesie brakuje w wyobraźni społecznej figury projektanta3. Osoby, która byłaby nie tylko rzemieślnikiem, ale i podmiotem kształtowania współczesnego świata.

Krytyka uczelni

Równocześnie w raporcie pojawiają się głosy wskazujące niepraktyczność akademickich programów dla rynku. Według krytyków akademie uczą przede wszystkim podejścia konceptualnego, kosztem praktycznych, wdrożeniowych umiejętności. Pracodawcy i absolwenci zwracają uwagę na nieprzygotowanie do realiów rynkowych po zdobyciu dyplomu. Młody projektant po opuszczeniu murów uczelni musi zdobyć dodatkową wiedzę. Nauczyć się praktycznego stosowania procesu wdrożeniowego i umiejętności dostosowania się do ograniczeń biznesowych.

Takie podejście zakłada, że uczelnie projektowe powinny przede wszystkim pełnić funkcję przygotowawczą do wykonywania danego zawodu. Priorytetyzować ją ponad przygotowanie teoretyczne i kształtowanie postaw dotyczących własnej praktyki twórczej.

Odpowiedzialność za funkcję, którą pierwotnie pełniły programy stażowe, zostaje w ten sposób przeniesiona na akademię.

Tymczasem polskie podejście do edukacji projektowej, mimo głosów krytyki, od lat zdaje się godzić ze sobą perspektywy wdrożeniową i ideową. Jest to dla mnie szczególnie widoczne podczas porównywania projektów dyplomowych z polskich uczelni i najszerzej rozpoznawalnych szkół europejskich, gdzie zainteresowania osób studenckich w dużo większym stopniu zmierzają w stronę projektowania krytycznego.

Zaadaptuj się!

Osobie studiującej świadomej wysoko konkurencyjnych realiów nie trzeba tłumaczyć ryzyka towarzyszącego obecnym realiom ekonomicznym. Jak pisze Silvio Lorusso, „w czasach kryzysu uczelnia zapewnia coraz mniej ochrony przed typowymi zmartwieniami, z którymi mierzą się pracownicy. Studenci znają problem szybujących cen najmu, niedoboru mieszkań, długu, kiepsko płatnych prac lub bezpłatnych praktyk. Co więcej, niestabilność rynku pracy zmienia znaczenie doświadczenia uczenia się. W czasie niepewności nie musisz wiedzieć, kim jest Gary Becker, aby instynktownie zaadaptować optykę edukacji jako inwestycji”4. Student świadomy konkurencji będzie profilować swoją edukację w taki sposób, aby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy. Dowodem tego zaangażowania niech będą relacje ze strony studiów projektowych, jak ta udostępniona przez Uniformę podczas poszukiwania praktykanta . „Trafiły do nas zgłoszenia mega kreatywnych i ambitnych osób, których siłą jest chęć rozwoju i poszerzania swoich kompetencji. Dla których ważny jest prawdziwy design. Które w swojej pracy chcą czegoś więcej niż odtwórczej mechanicznej pracy. I które – co może najważniejsze – rozwijają się multidyscyplinarnie”5.

Ślady tego trendu możemy zaobserwować we wzroście popularności kursów internetowych i sposobie, w jaki kształtują swoją ofertę. Design Practice, oferujące szereg szkoleń dla projektantów graficznych, obecnie podaje na swojej stronie liczbę 7910 przeszkolonych: dokładnie rok temu ta liczba była mniejsza o 20006. W ofercie znajdują się kursy z brandingu strategicznego i narzędzi takich jak Webflow czy szeroko rozumianego zastosowania sztucznej inteligencji w projektowaniu. Porównując to z opiniami pracodawców z Zaprojektować polski design można odnieść wrażenie, że dobrze wymyślone kursy obecnie mogą służyć za pomost między oczekiwaniami pracodawcy a zestawem umiejętności, z którymi wychodzi absolwent uczelni projektowej.

Zrozumiałym przejawem obaw o lepsze jutro jest również wysiłek, który część moich osób koleżeńskich (jak i starszych projektantów) wkłada w autopromocję. Idąc za zasadą „Jeżeli nie ma cię w mediach społecznościowych, to nie istniejesz”, te stają się często kluczowym narzędziem zdobywania klientów i budowania pozycji profesjonalisty. Sukces w takim przedsięwzięciu jest podyktowany zasadami brandingu. Polityka tożsamości i budowanie marki osobistej stają się projektem samym w sobie. Jest to o tyle znaczące, że praca przy budowaniu takiej marki jest przedsięwzięciem równie czasochłonnym co poszerzanie umiejętności i realizacja samych projektów.

Postaw się?

A więc większość z nas, absolwentów, także przyszłych, jest świadoma, że życie pozauczelniane jest trudne, a świat – podporządkowany zasadom ekonomii rynkowej. Wobec tej perspektywy większość z nas przybiera dwie postawy. Pierwsza to pragmatyczne podejście do rozwoju umiejętności i badań zapotrzebowania rynku. Druga skupia się na poszukiwaniu przestrzeni do realizacji działań opartych na – szeroko rozumianym – wnoszeniu dodatkowej wartości.

Potrzeby ducha i ciała są często niemożliwe do pogodzenia. Zainteresowanie rynku zrównoważonymi, krytycznymi czy eksperymentalnymi wartościami w projektowaniu jest raczej umiarkowane. Tymczasem może to właśnie one mogą się przyczynić do podkreślanej w Zaprojektować polski design promocji społecznej figury projektanta? Publikacja System-Shifting Design wskazuje: „Współtworzenie systemów, których potrzebujemy teraz, nie polega na naprawianiu problemów przeszłości. Oznacza patrzenie ponad problemami generowanymi przez obecny model na potencjał do wyłonienia się innego systemu. To wymaga innych ścieżek doświadczania, innego mindsetu i innych umiejętności. Potrzebujemy mniej nacisku na diagnozę, analizę i podejmowanie decyzji na podstawie dowodów, co stanowiło filar zarządzania projektowaniem w ostatnich latach. Zastąpić je powinny propozycje: wyobraźnia, doświadczanie, tworzenie i mobilizacja potrzebne do dostrzegania nowych okazji”7

Ale kto może sobie pozwolić na kontynuowanie takiego wysiłku po opuszczeniu murów uczelni? Afonso Matos, absolwent Design Academy Eindhoven i autor projektu Who Can Afford to Be Critical?, kwituje ten problem ironicznie: „Próbowałem rozmontować kapitalizm moją praktyką projektową. Teraz szukam pracy”8.

Możemy mieć tylko taką etykę, na jaką nas stać

Design to (nadal) zawód i nadrzędnym priorytetem dla takiej działalności jest zapewnienie sobie możliwości samodzielnego utrzymania. Popularne powiedzenie mówi: „ Rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz musieć pracować”. To podejście niejako przyczynia się do ugruntowania pozycji designu, tak jak wielu innych dyscyplin, jako branży prekaryjnej. Charakteryzującej się niepewnymi warunkami zatrudnienia na elastycznych formach, w których projektant żyje od zlecenia do zlecenia. To z kolei pochłania również dużo energii, często wymuszając na niektórych z nas pracę ponad przyjęte osiem godzin dziennie. W takiej sytuacji projektowanie zaangażowane staje się marzeniem ściętej głowy, albo przynajmniej poświęceniem w imię idei.

Niemniej kontynuowanie krytycznej praktyki, osiąganie sprawczości w ramach swojej pracy zarobkowej lub poza nią dla wielu z nas wciąż jest kuszącą wizją. W końcu niemal wszyscy z nas rozpoczęli tę drogę nie ze względu na obietnicę „zmiany świata przez design”, tylko z czystego zamiłowania do łączenia wartości estetycznych, funkcjonalnych i społecznych. Jak w warunkach ograniczonych zasobów i ekonomicznej presji możemy myśleć o naszej sprawczości?

Mit niezależności

W kontekście pracy i ograniczonego popytu trudno wyobrażać sobie dyktowania warunków swojej działalności. Kolejne z edycji powracającego co 20 lat manifestu First Things First nawołują do zmiany priorytetów w designie z różnych form produktowego marketingu na rzecz rozszerzania zakresu debaty społecznej9. Emancypacja pracy kreatywnej stanowi poniekąd intuicyjną odpowiedź na postawiony problem. Problematyczne natomiast jest wytyczenie prostej ścieżki do jej osiągnięcia. 

Dla wielu z nas wolność twórcza zdaje się bardziej wytworem myślenia życzeniowego niż czymś osiągalnym. Tym niemniej zwraca uwagę kilka dróg, które mają do niej prowadzić.

Chyba najczęściej przywoływaną jest finansowanie społeczne (crowdfunding) jako metoda pozyskiwania środków na realizację konkretnego projektu lub kontynuowanie działalności. Poprzez crowdfunding twórca, którego koncepcja zostanie uznana za wartą wsparcia, jest w stanie realizować swój pomysł na własnych zasadach. Ostatnie lata znają przypadki udanych projektów kulturalnych urzeczywistnionych właśnie w ten sposób10.

Finansowanie społeczne ma jednak również swoją ciemną stronę. Ludzie pod presją ekonomiczną szukają niezbędnego wsparcia koniecznego, aby związać koniec z końcem, aby pogodzić uczestnictwo w bezpłatnych stażach lub nieprzynoszącą zysku twórczość z koniecznością zapewnienia sobie bytu. Choć to podejście przynosi okazjonalnie sukcesy, to szukając finansowania społecznego oddajemy się decyzji dużo szerszej grupy ludzi w zakresie swojego być lub nie być11. To natomiast wiąże się z ciągłą walką o utrzymanie zainteresowania publiczności swoją osobą.

Finansowanie społeczne wpisuje się w popularny model osoby kreatywnej jako przedsiębiorcy. W takich warunkach nadrzędnym celem staje się autopromocja i rynkowe wyróżnienie się. Trudno jest wydać osąd, na ile takie warunki sprzyjają kreatywnej autonomii. Można wyłącznie zgadywać, że w sytuacji, kiedy podejmowane przez nas decyzje są obiektem osądu szerokiej publiki, chodzimy po polu minowym. Ryzykowne czy niepopularne działania, nawet jeśli koniec końców mogą trafić na podatny grunt, wiążą się ze spadkiem popularności (a krytycyzm, w kontrze do afirmacji, zawsze idzie w parze z pewnym ryzykiem).

Lorusso pisze: „Widzieliśmy, jak przedsiębiorcze nastawienie i jego wspieranie, tak by postrzegać podejmowanie ryzyka w pozytywnym świetle, paradoksalnie nakłaniają wszystkie jednostki do wznoszenia się ponad innych, a także jak ten dyskurs kwestionuje lęki i uniemożliwia jakąkolwiek zachętę do współpracy w warunkach niepewności”12. Społeczne „zrzutki” mają swoje historie sukcesów, jednakże traktowanie ich jako jedynej recepty na problem systemowy wydaje się niewłaściwe. Stabilniejszym modelem są inne, dużo starsze formy finansowania państwowego: granty, rezydencje, stypendia. Lecz i ich dotykają te same problemy.

Na tropie innego rozumienia sprawczości

Może zatem powinniśmy szukać sprawczości w innych obszarach? Może nie jako projektanci, tylko jako pracownicy, obywatele, aktywiści, ludzie? Działający nie na peryferiach systemu, tylko ze świadomością bycia jego częścią, kształtując w sobie i pielęgnując odpowiednią postawę wobec świata i nie traktując designu jako koniecznej drogi do celu. Pielęgnując ciekawość tego, co się dzieje z naszą dyscypliną, w miejsce polegania na konwencjonalnej mądrości, która postrzega projektantów jako kreatorów rzeczywistości (sic)13. Takie podejście zmusiłoby nas do rozwinięcia krytycznego rozumienia sił społecznych, które nadal kształtują (deformują) nasze życie zawodowe. Zmusiłoby nas to również do zapoznania się z analizami i podejściami wykraczającymi poza nasze pojmowanie świata.

Jeśli więc szukać światełka w tunelu przy tej gorzkiej lekcji na temat stanu współczesnej ekonomii i promowania nieosiągalnych wzorców przez neoliberalny etos pracy, to w pochwale kolektywizmu. Tego, który zamiast autopromocji pracuje na rzecz lepszego, sprawniejszego środowiska do działania. Zauważa to Lorusso, który szansy dla designu dopatruje się w kulturze wkładu (contribution culture). Tej, która zamiast tworzyć od podstaw, zachwycając świat nowymi innowacjami, tworzy wspólnie, na bazie tego, co już powstało.

„Kultura wkładu jest kompromisowa, tolerancyjna i pobłażliwa. Jest realistyczna, ale nie ignoruje realiów idei. Podczas gdy kultura inteligentna tworzy, kultura wkładu podtrzymuje. Kultura inteligentna to design, kultura wkładu to DIY ”14.

Szukając wzorców

Gdzie w świecie znaleźć przykład takiego podejścia ? Ruben Pater opisuje w książce CAPS LOCK role, które może przyjąć projektant w odpowiedzi na problemy współczesnego świata. Wśród nich pojawia się postać aktywisty, w której przypadku Pater przywołuje przykłady twórców zrzeszających się w kooperatywy pracownicze, takie jak Brave New Alps15. Osiągają dochód niezbędny do kontynuowania swojej działalności poprzez projekty edukacyjne, badawcze, granty i pracę komercyjną. Przy czym stabilność ich działalności jest (względnie) zagwarantowana przez kolektywny aspekt – równomierną dystrybucję środków, otwarte rozmawianie o finansach i budowanie sieci wsparcia w perspektywie osiągania wspólnych celów. W ich mindset wpisują się też inicjatywy oparte na współdzieleniu: otwarte oprogramowanie, co-housing, biblioteki edukacyjne, pomniejsze inicjatywy, które pomagają w ograniczeniu kosztów utrzymania przychodu.

W tym kontekście chcę też zwrócić uwagę na potrzebę otwartego obiegu informacji, rozumianego jako przejrzystość i dokumentowanie procesów decyzyjnych i wdrożeniowych. Obserwując inspirujących mnie twórców, odnoszę wrażenie, że te znacznie częściej traktowane są jako materiał marketingowy do promocji projektu. Zupełnie inaczej, niż ma to zwykle miejsce w kulturze zawodów programistycznych. Tam kolejne iteracje projektu są częstokroć udokumentowane na github, a efekt pracy udostępniony w formie otwartego oprogramowania. Wobec tego tym bardziej trzeba docenić inicjatywy takie jak udostępnienie plików źródłowych złożonych animacyjnych projektów studia Ordinary Folk16 czy detaliczne case study z 25. numeru „Form” (Wdrożenia i skuteczność).

Krytyczna praktyka nie musi sprowadzać się do radykalnego przeformułowania sposobu, w jaki działamy. Wystarczy powiedzieć, że w Polsce ponad 30 lat po zmianie ustrojowej związki zawodowe w naszej branży czy komisje etyki projektantów są rzadkością. Lekcji na temat ich wartości dostarcza J. Dakota Brown17, przybliżając historię XIX-wiecznego Międzynarodowego Związku Typografów, najstarszego związku zawodowego w Stanach Zjednoczonych, który w swoim czasie wywalczył dla swoich członków gwarancję opieki zdrowotnej, wysoko płatne nadgodziny i możliwość kolektywnego wstrzymania pracy. Prawa, które dla niektórych z nas są już dzisiaj nie do pomyślenia.

Ważną lekcją, jakkolwiek oczywistą, jest to, że tworzenie lepszych systemów nie jest domeną wyłącznie projektantów. Zanim włączy się w działanie mające na celu naprawę świata przez design, należy wziąć pod uwagę, czy ta zmiana już się nie dzieje, poza naszym polem widzenia. Internet nie zniszczył kontrkultury – po prostu nie znajdziesz jej na Instagramie18. Część z nas szuka więc swojej drogi w innych miejscach: w edukacji, sztuce, kulturze lub – wreszcie – obszarach z designem nie związanych. Dołączamy do organizacji, którym chcemy udzielić wsparcia, z prostym pytaniem: W czym możemy pomóc? Porzucamy wiarę we wszechmoc naszej dyscypliny i akceptujemy, że nasze umiejętności mogą znaleźć nowe zastosowanie gdzie indziej – z dala od konieczności rywalizacji o idiomatyczne miejsce przy stole.

Jeśli o mnie chodzi, nie wiem, jak będzie wyglądała przyszłość. Czy obecna trudna sytuacja utrzyma się czy zaadaptujemy się do niej. Nie jestem też pewien, czy powolne kreowanie sieci wsparcia zaprocentuje w przyszłości bardziej niż kult geniuszu. Myślę jednak, że może ono stanowić dobry punkt wyjścia do wysilenia naszej wyobraźni i wykazania się pewnym optymizmem woli. Jak pisze antropolożka Anna Tsing: „Transformacja przemysłowa okazała się bańką niespełnionych obietnic, która doprowadziła do utraty środków do życia i dewastacji środowiska. A jednak takie świadectwa to wciąż za mało. Jeśli zakończymy historię opowieścią o upadku, to albo porzucimy całą nadzieję, albo zwrócimy się ku innym miejscom obietnic i ruin”19.

Publikacja 30.12.2025