Nr 11/2021 Współuczestniczenie i współprojektowanie
1 O korzyściach i trudach projektowania partycypacyjnego przestrzeni publicznej

Nr 11/2021 Współuczestniczenie i współprojektowanie

Biblioteka
  1. Wstęp

  2. O korzyściach i trudach projektowania partycypacyjnego przestrzeni publicznej

  3. Czy woli Pan/Pani czerwony, czy niebieski?

  4. Prototypowanie miasta

  5. Wywiad to nie wszystko. O partycypacyjnych metodach projektowania

  6. Techniki badawcze w projektowaniu partycypacyjnym usług

  7. Empiria w projektowaniu (komunikacji)


1 O korzyściach i trudach projektowania partycypacyjnego przestrzeni publicznej

Partycypacja, w tym konsultacje społeczne, stała się standardem w projektowaniu przestrzeni publicznej. Zaletą tego sposobu pracy jest społeczne poczucie sprawczości, które przekłada się na identyfikację z miejscem i umacnianie wspólnotowości.

Zajmuję się wzornictwem, więc skupię się na mieście widzianym w mniejszej skali. Pominę urbanistykę i architekturę, zwrócę uwagę na przestrzenie pomiędzy budynkami, które nazywamy przestrzenią publiczną i uznajemy za dobro wspólne. Za przykłady posłużą mi doświadczenia z Krakowa – mojego miasta. Byłam świadkiem zmian tej przestrzeni przez ostatnie 30 lat. Jej naprawa zaczynała się od całkowicie zdewastowanego środowiska miejskiego i prowadziła przez odbudowę jego znaczenia w świadomości społecznej, by owocować namacalnymi zmianami. Ten długi proces wspomagały edukacja i fundusze unijne. Nie obyło się bez złych doświadczeń i nieudanych projektów.

Od czasu pandemii lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, co oznacza brak dostępu do przestrzeni publicznej czy ograniczenie możliwości korzystania z niej. To nie tylko trasy przemieszczania się z jednego miejsca do drugiego. Jest terenem wypoczynku, spotkań, zabawy, uprawiania sportu, obcowania z przyrodą, a także atrakcją turystyczną przekładającą się na konkretne zyski. Kraków – historyczna stolica Polski, z niezliczonymi zabytkami różnej rangi – szczęśliwie nie uległ w czasie II wojny światowej większym zniszczeniom. Jest drugim miastem w kraju pod względem obszaru i liczby stałych mieszkańców, ma ich blisko 800 tysięcy. Jest też drugim co do wielkości polskim ośrodkiem akademickim – w 12 uczelniach publicznych i 9 niepublicznych studiowało w ubiegłym roku 130 tys. osób. W 2019 roku odwiedziło Kraków ponad 14 mln turystów.

Blaski i cienie konsultacji i partycypacji

Uporządkowana, logiczna, estetyczna, czysta – taka, z jaką mieszkańcy chcą się identyfikować – to cechy kluczowe dobrze zaprojektowanej przestrzeni publicznej. Odpowiedzialni są za nią mniej lub bardziej świadomi urzędnicy miejscy, którzy – ograniczeni przepisami – zlecają projekty. Mogą je również zamawiać inwestorzy prywatni. Rezultat przedsięwzięcia pozostaje w rękach projektantów – mniej lub bardziej utalentowanych. Na samym końcu są jeszcze mieszkańcy, mniej lub bardziej wiedzący, czego by chcieli. Współcześnie najczęściej włącza się ich do tego procesu decyzyjnego poprzez tak zwane konsultacje społeczne. Oznaczają one, że władza pyta o zdanie (i wysłuchuje) obywateli lub reprezentujące ich organizacje pozarządowe, ale decyzje podejmuje samodzielnie. Proces ten przysparza wielu trudności, ponieważ „mieszkańcy” to zbiorowość. Słuchanie głosu zbiorowości jest zadaniem trudnym logistycznie, ale też z góry skazanym na połowiczność. Zawsze pozostanie część osób niezadowolona z podjętej decyzji. Dużą trudnością są sprzeczne interesy – na przykład inwestorzy chcieliby jak najwięcej zarobić, oddając do użytku jak najwięcej mieszkań kosztem ograniczenia do minimum przestrzeni wspólnej. Kolejną przeszkodę mogą stanowić sami projektanci, którzy nie zawsze potrafią zaproponować rozwiązanie satysfakcjonujące dla większości zainteresowanych. Dlatego coraz częściej stosuje się nie tylko konsultacje, ale projektowanie partycypacyjne w pełnym tego słowa znaczeniu1. Użytkownicy są włączeni w proces projektowy i zyskują świadomość wagi podejmowanych działań, a dizajnerzy stają się zobowiązani do korzystania z narzędzi pozwalających zebrać właściwe informacje. Muszą ułożyć je zgodnie z autentyczną hierarchią potrzeb. Kluczową umiejętnością w tego typu projektach jest uwzględnienie wszystkich ograniczeń – użytkowych, technicznych i ekonomicznych, ale tak, aby nie zagubić spójności i celu działania. Rozwiązanie nie jest prostą sumą wynikającą z uwzględnienia wszystkich kryteriów. To synteza, którą wspomagają talent i zdolności negocjacyjne projektantów, a która widoczna jest w „sile” rozwiązania.

Partycypacja to współdecydowanie i współdziałanie w tworzeniu i realizacji działania trzech partnerów – władzy (inwestora), użytkowników i projektantów. To gra zespołowa, w której dialog pełni kluczową funkcję. Rozwiązanie rodzi się poprzez zrozumienie potrzeb każdej ze stron, szacunek dla partnerów i wiarę, że wspólnym celem jest poszukiwanie najlepszego projektu, że taka współpraca jest możliwa i każdemu partnerowi przyniesie korzyść. Inwestor zarobi, lokalne władze zaskarbią sobie wyborców, a mieszkańcom będzie się żyło lepiej.

Najczęstszym sposobem partycypacji są konsultacje społeczne, czyli upublicznienie projektu i zebranie opinii o nim. Współcześnie internet jest dobrym narzędziem pozyskiwania opinii. Pozwala wypowiedzieć się wszystkim zainteresowanym, choć trzeba pamiętać, że niektóre grupy społeczne mogą być wykluczone, na przykład starsi czy niepełnosprawni. Większego wysiłku wymaga partycypacja polegająca na dialogu z mieszkańcami. W tym przypadku bardziej użytecznymi narzędziami są wykłady, rozmowy czy warsztaty. Wbrew pozorom nie są to łatwe sposoby – wymagają zaskarbienia sobie zaufania i umiejętności negocjacyjnych wszystkich stron. Do bardziej zaawansowanych i skomplikowanych prac warto włączyć socjologów czy antropologów z ich warsztatem badawczym. Profesjonalne pozyskiwanie informacji i wspomaganie ich interpretacji uzmysławia stronom między innymi nieartykułowane potrzeby, niewidoczne błędy, sytuacje konfliktowe. Jednak kluczowy jest dialog, czyli dyskutowanie, przekonywanie, argumentowanie. W Polsce powstały organizacje wspomagające naukę partycypacji, między innymi: Ośrodek Badań Sztuki Partycypacyjnej i Dizajnu Partycypacyjnego czy Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”, a w sieci dostępne są poradniki z tej dziedziny2.

Spełnienie standardów partycypacji nie oznacza jeszcze, że projekt będzie zadowalający. Częściej, mimo wysiłku wszystkich stron, ostateczne bywa „średni”. Mieszkańcy pytani o pożądane rozwiązanie, odwołują się do projektów znanych, które już widzieli. Nowe pomysły czy eksperymenty projektowe są niechętnie przyjmowane. Krytyka projektowania partycypacyjnego wskazuje, że to podejście paradoksalnie może być przyczyną konfliktów, choć u podstaw jego idei leży rozładowanie napięć społecznych. Wydaje się, że świadomej partycypacji trzeba się nauczyć, co wymaga czasu i zrozumienia konkretnych uwarunkowań społecznych. Polskie doświadczenie uczy, że jest to proces długotrwały. Korzyści z partycypacji to: identyfikacja z zaprojektowaną przestrzenią (bo jestem jej współtwórcą), dbanie o nią (bo jest moja) i polepszenie relacji społecznych (bo jest nasza).

Budżet obywatelski

Jednym z przykładów dialogu samorządów z mieszkańcami jest budżet obywatelski. Każde miasto określa wysokość funduszy, które oddaje do dyspozycji obywatelom na specjalnych zasadach. W Polsce pierwszy raz wprowadzono ten system w Sopocie w 2011 roku, a w Krakowie działa od 2015 roku3. Samorządowcy uważają, że nie powinien to być plebiscyt, ale debata mieszkańców nad potrzebami i priorytetami lokalnych wspólnot, i to w ujęciu długofalowym. Aby przeprowadzić skutecznie cały proces – od dyskusji, przez wybór projektu, wdrożenie go, do utrzymania – w przedsięwzięciu muszą wziąć udział wszyscy zainteresowani: ciała uchwałodawcze i wykonawcze, czyli administracja odpowiedzialna za organizację procesu i jego obsługę, projektanci oraz mieszkańcy. Oprócz dyskusji organizuje się warsztaty, a na końcu głosowanie internetowe. W Krakowie w 2021 roku złożono 1043 projekty4. Najwięcej zgłoszeń dotyczyło zieleni, poprawy infrastruktury miejskiej, sportowej i miejsc kultury. W 2019 roku (głosowało 50 tys. obywateli, co stanowi 6,5% mieszkańców) w mojej dzielnicy wygrała między innymi koncepcja rewitalizacji przestrzeni pomiędzy kamienicami, będącej dotychczas parkingiem, i zamiany jej na niewielki park. Jednak przedstawione rozwiązanie nie zyskało całkowitej akceptacji i w kolejnym roku, po konsultacji społecznej, zdecydowano się wprowadzić modyfikacje (mniej betonu, więcej starych drzew, powiązanie parku ze znajdującą się obok biblioteką). Rewitalizacja tego miejsca ma się dokonać w 2022 roku.

Il. 1. Teren parkingu przy ul. Karmelickiej w Krakowie przeznaczony do rewitalizacji (zob. il. 2); fot. C. Frejlich

Il. 2. Wizualizacja parku kieszonkowego mającego powstać w miejsce parkingu przy ul. Karmelickiej w Krakowie (zob. il. 1); źródło: krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,27720359,park-zamiast-parkingu-przy-ul-karmelickiej-w-krakowie-tak.html

Dużą popularnością w Krakowie cieszą się tak zwane parki kieszonkowe5. To niewielkie, do niedawna zaniedbane przestrzenie obok miejsc zamieszkania, które są zamieniane na przestrzenie zielone, często tematyczne6. Ich funkcja i wyposażenie – ławki, stoły, leżaki, huśtawki czy urządzenia sportowe – zależą od decyzji mieszkańców. Od 2016 roku, kiedy powstał pierwszy park, oddano w Krakowie do użytku 24 takie miejsca (między innymi Ogród Literacki, Ogród Sąsiedzki, Ogród Chwastowy). Projekt zyskał akceptację społeczną, więc Zarząd Zieleni Miejskiej pracuje nad kolejnymi zgłaszanymi przez mieszkańców miniparkami. Do 2030 roku zaplanowano stworzenie 70 parków kieszonkowych. Te na pozór drobne działania mają tę zaletę, że uczą wszystkie strony procesu partycypacyjnego, a mała skala i stosunkowo niewielkie budżety ograniczają ryzyko finansowe. W tym miejscu warto wspomnieć o tak zwanym projektowaniu taktycznym. Polega ono na tym, że przed decyzją o wdrożeniu projektu – zwłaszcza dużego, o nieprzewidywalnych społecznych rezultatach – projekt testuje się w małej skali i sprawdza się, czy rzeczywiście rozwiązanie jest trafne.

Il. 3. Park kieszonkowy Ogród Literacki przy ul. Kronikarza Galla w Krakowie; fot. C. Frejlich

Krytycy budżetu obywatelskiego zwracają uwagę, że może on dawać iluzję sprawczości i legitymizować poczynania władzy. Stanowi on tylko niewielki ułamek budżetu miasta (w 2021 roku w Krakowie to zaledwie 0,5%). Wskazuje się, że w miejsce realnej dyskusji nad kierunkami rozwoju miasta włodarze proponują plebiscyt rozładowujący potencjalne konflikty i protesty.

Działania oddolne

Wpływ na kształt przestrzeni publicznej mają również ruchy oddolne. Choć nie nazywa się ich partycypacyjnymi, w mojej opinii nimi są. Dobrym przykładem z Krakowa są naciski rowerzystów na zmiany w infrastrukturze miasta. Od 2004 roku działali aktywiści, którzy zorganizowali się w 2012 roku w Stowarzyszenie Kraków Miasto Rowerów7. Organizacja, która finansuje się głównie ze składek członkowskich, działa poprzez lobbing w urzędach, organizowanie imprez i happeningów, zajęć w szkołach oraz przedstawianie miastu rozwiązań przyjaznych dla ruchu rowerowego. Inicjatywą tego stowarzyszenia był między innymi Krakowski Dialog Cykliczny, który sami organizatorzy opisali jako „dzielnicowe konsultacje społeczne, jako narzędzie opiniowania i włączania mieszkańców w decydowanie o kształcie polityki rowerowej miasta”8. Jak widać, z czasem ruch aktywistów odwołał się do metod partycypacyjnych, co z pewnością umocniło wpływy organizacji.

Il. 4. Masowy Przejazd Rowerowy w Krakowie, 2016; fot.: krakow.naszemiasto.pl/krakow-masa-krytyczna-odbedzie-sie-zgodnie-z-planem-mimo/ga/c4-3804038/zd/21171294

Sama jestem rowerzystką i widzę znaczące zmiany. Pamiętam niechęć kierowców, często agresywnych wobec rowerzystów, i ich głośne protesty: „Spowalniacie ruch samochodowy! Korkujecie miasto”. W latach 90., gdy samochód był wyznacznikiem statusu społecznego, rowerzyści traktowani byli jak pogardzana mniejszość. Ale już dekadę później zaczęto tę grupę traktować inaczej. W Krakowie uwidoczniło się to w referendum w 2014 roku. 85% głosujących było za budową infrastruktury rowerowej9. Zmiany w dużej mierze (choć nie tylko) wymuszone przez aktywistów są dzisiaj widoczne na każdym kroku. Korzystam z kontrapasów, ścieżek rowerowych (jeszcze niekompletnych, ale są już przygotowane plany połączenia ich w sieć), z ułatwień w postaci małych i powszechnie dostępnych stacji naprawczych, parkingów rowerowych czy wytyczanych pozamiejskich szlaków, które stały się ulubionym miejscem niedzielnych wycieczek krakowian. Zaowocowało to zwiększeniem liczby rowerzystów, szczególnie młodych. Upatrują oni w tym nowego stylu życia: ekologicznego – poprawa jakości powietrza w mieście, zdrowszego – lepsza kondycja fizyczna, i praktycznego – szybszy dojazd do pracy. W 2021 roku w marcu ruch rowerowy w Krakowie wzrósł o 29% w porównaniu z marcem poprzedniego roku10. Na ten wskaźnik wpłynęła również pandemia. Powstało wiele firm rowerowych rozwożących dania restauracyjne czy przesyłki kurierskie.

Il. 5. Ścieżka rowerowa wzdłuż Wisły w Krakowie, 2021; fot. C. Frejlich

Wsparciem dla działań oddolnych stały się ostatnio petycje. W najprostszym rozumieniu petycja to dokument podpisany przez wiele osób i skierowany do jakiegoś urzędu. Od 2015 roku w Polsce działa ustawa, która określa „zasady składania i rozpatrywania petycji oraz sposób postępowania organów w sprawach dotyczących petycji”11. Formą zgłoszenia najczęściej jest skorzystanie ze strony internetowej12, za pomocą której można napisać żądanie do konkretnego urzędu, upublicznić je i zebrać podpisy osób popierających. Jak każdej formy i tej trzeba się nauczyć, ale odnotowuje się wzrost liczby petycji13. Na poziomie lokalnym wiele zgłoszeń dotyczy poprawy przestrzeni miejskiej.

Ustawa krajobrazowa

Innym oddolnym działaniem aktywistów była zmiana wizualna przestrzeni miejskiej. Wraz z nastaniem wolnego rynku reklama stała się skutecznym narzędziem promocji działalności produkcyjnej i usługowej. W tym czasie reklama w Polsce stała się wszechobecna, a zajmująca się nią branża bogata i wpływowa. Pomijając jakość komunikatów, miasto zamieniło się w jedno wielkie skupisko reklam przysłaniających budynki, zieleń, pobocza dróg. Reklama całkowicie zawłaszczyła przestrzeń wizualną, nie wyłączając miejsc kultury, edukacji, a nawet kultu religijnego. W 2007 roku z oddolnej inicjatywy aktywistów powstało Stowarzyszenie Miasto Moje A w Nim14. W jego skład weszli ludzie nauki i kultury. W 2009 roku stowarzyszenie wydało album ze zdjęciami z wielu miast Polski, który stał się formą protestu. Ujawniał on skalę wszędobylskości reklam i absurdalność tego zjawiska. W książce tej czytamy: „Założyliśmy stowarzyszenie gromadzące podobnych nam frustratów i drogą urzędową zaszliśmy najdalej, jak było to możliwe. Po naszej prezentacji w Sejmie Nadzwyczajna Komisja Przyjazne Państwo wystosowała do premiera dezyderat postulujący rozpoczęcie prac nad ustawą regulującą rynek reklamy zewnętrznej w Polsce. […] Rząd – ustami ministra infrastruktury – odpowiedział ogólnikowo i wymijająco… Jedyną rzeczą, jaką nasza grupa interesu może teraz rzucić w Radę Ministrów, jest ten album”15. Trzeba dodać, że aktywistom nie chodziło o całkowite wyeliminowanie reklam, ale ograniczenie ich liczby. Deklarowali: „Nie jesteśmy przeciwko reklamie jako takiej, ale mamy dość jej natłoku. […] Wierzymy, że wygląd ulic i placów świadczy o kulturze kraju i poziomie rozwoju estetycznego zamieszkującego go społeczeństwa dobitniej niż ilość teatrów czy muzeów. Dlatego promujemy wizję miast, w których reklama jest obecna, ale nie dominuje, nie pożera architektury, nie atakuje ze wszystkich stron”16. Tysiąc pierwszych egzemplarzy książki otrzymali bezpłatnie przedstawiciele mediów, dużych agencji reklamowych oraz władz – wybrani ministrowie, posłowie, prezydenci i burmistrzowie miast.

Il. 6. Któreś z polskich miast, niedawno; fot.: E. Dymna, M. Rutkiewicz, Polski Outdoor. Reklama w przestrzeni publicznej, Wydawnictwo Klucze, Warszawa 2009, s. 24

Największym sukcesem stowarzyszenia było wejście w życie w 2015 roku ustawy krajobrazowej, która dała samorządom miast i gmin prawne możliwości regulacji reklamy outdoorowej przez przyjęcie stosownych uchwał. Te lata to walka i nieustępliwość aktywistów, ale też zmiana nastawienia społecznego. Ważną rolę odegrały w niej media społecznościowe, które okazały się potężnym narzędziem wywierania presji. Po 5 latach od wejścia ustawy i po 15 latach działań aktywistów, choć nie w pełni, wiele miast przyjęło lub przyjmuje uchwały krajobrazowe. W Krakowie taka regulacja obowiązuje od 1 lipca 2020 roku, przy czym istniejące już reklamy mogły pozostać w przestrzeni miasta jeszcze przez rok17. W internecie pojawia się wiele zdjęć pokazujących ulice przed zdjęciem reklam i po nim. Jednak w wielu miastach urzędnicy spowalniają przyjęcie uchwały pod hasłami wolnej konkurencji i ochrony własności prywatnej lub blokują ją, wysuwając drugorzędne zarzuty proceduralne. Ustawa krajobrazowa obowiązuje zaledwie w 25 spośród 302 gmin miejskich w Polsce18, ale i w nich prawo to nie jest w pełni egzekwowane.

Il. 7. Budynek banku przy ul. Kapelanka 1 w Krakowie przed usunięciem reklam i po nim, 2020; fot.: marketingprzykawie.pl/espresso/stowarzyszenie-ladny-krakow-swietuje-pierwsze-urodziny-120-usunietych-nosnikow-reklamowych/stowarzyszenie-ladny-krakow-bank-kapelanka/

Podsumowanie

Konsultacje społeczne i projektowanie partycypacyjne, które wyrosły z ruchów demokratycznych, to w istocie dialog, którego trzeba się nauczyć. Wymaga to czasu i cierpliwości. Wypracowywanie kompromisu jest umiejętnością słuchania drugiej strony, której interesy często nie są zgodne z naszymi. W zamian otrzymujemy rozwiązanie – jeśli nawet nie najlepsze, to przynajmniej takie, które jest spoiwem społecznym, które łączy, a nie dzieli. Nie ma jednej recepty na osiągnięcie sukcesu. Każda społeczność wypracowuje swoje metody. Warto też wsłuchiwać się w głosy aktywistów, zwykle ludzi młodych, którzy z natury są niepokorni. Choć miewają wizje utopijne, to czasami okazuje się, że to właśnie one wyznaczają przyszłość.